
Tragedia miłosna? Niemożliwy romans? A może nawoływanie do rozmowy? Doprawdy książkę Dorit Rabinyan każdy z nas odczytywać będzie po swojemu.
REKLAMA
Zimny Nowy York. Big apple. Miasto artystów i frustratów. To właśnie w nim spotkała się dwójka ludzi, których spotkanie w innych okolicznościach byłoby chyba niemożliwe. Liat jest izraelką przebywającą w mieście dzięki stypendium Fulbrighte, Himli jest malarzem próbującym wybić się spośród tysięcy takich jak on. Podobnie jak tysiące innych par, nasza para spotkała się w kawiarni. Rozmowa i wzajemna fascynacja naszej pary zaczyna zaskakiwać czytelnika. Tak, czytelnik oczekuje, że Himli z okrzykiem „Allah akbar” chwyci za nóż, a Liat z Hatkivą na ustach będzie się bronić z pomocą chwytów krav magi. Szok czytelnika będzie tym większy, że para nie dość, iż ląduje w łóżku, to jeszcze nie traktuje tego jak jednorazowej przygody. Oczywiście związek ten nie ma przyszłości i musi się skończyć z chwilą powrotu Liat do Izraela. Dziewczyna nie wie jednak, że Himli postanawia również wrócić do rodzinnego domu.
Cała ta historia brzmi jak nieprawdopodobna bajka. Dwójka ludzi, których dzieli wszystko, a którą połączyła namiętność i miłość. Miłość ta, jak już napisałem, jest możliwa tylko poza Izraelem. Tylko tam polityka nie będzie ich dzielić. Tylko tam zamachy nie będą rzucały cienia na ich wzajemne relacje. Nie jest to jednak związek idealny, gdzieś tam w sercach obojga tkwi zadra i wzajemna nieufność. Kochankowie ranią się wzajemnie, nieświadomie lub specjalnie, w zależności od okoliczności. Ten związek nie ma przyszłości i mieć nie będzie, nawet jeśli oboje do końca życia pozostaną poza granicami Izraela. Przeszłość i doświadczenia zawsze będą z nimi obecne. Co więc chciała przekazać nam Autorka?
Bliskowschodni problem polega na tym, że obie strony tak naprawdę nie rozmawiają ze sobą. Wszelkie dialogi i porozumienia wydają się grą pozorów, do której zmuszone zostały czynnikami zewnętrznymi. Niczym poleski ciubaryk, który zmuszony do postawienia sławojki stwierdza, że i tak z niej nie skorzysta, strony wiedzą, że wszelkie ustalenia nie zostaną dotrzymane, bo przecież nić ich porozumienia zerwana zostanie pod byle pretekstem. Nie ma bowiem już postaci tak charyzmatycznych jak Sharon czy Arafat, by jakikolwiek proces byłby możliwy wbrew społecznym protestom. Dlatego miast dialogu, mamy i mieć będziemy do czynienia ze zwykłą wymianą słów. W książce Rabinyan dwójka ludzi po prostu ze sobą rozmawia, rozmawia na tyle szczerze, że kruszą oni wszelkie lody….
I może właśnie od tego, od zwykłej, obustronnie szczerej rozmowy, należy zacząć cały proces normalizacji. Niby to takie proste, a jakże trudne.
