
Malarz batalista, piewca oręża polskiego, nadworny malarz cesarza Wilhelma, egocentryk i erotoman, a jednocześnie troskliwy mąż i ojciec. Postać pełna sprzeczności. Wojciech Kossak.
REKLAMA
Naszego bohatera nie trzeba nikomu przedstawiać. Każdy słyszał o Wojciechu Kossaku, wielu kojarzy najsłynniejsze jego obrazy, obrazy, które dobrze się komponują zarówno w rezydencji magnackiej, kasynie oficerskim, nowobogackim salonie, pałacyku myśliwskim jak i w piwiarni. Uniwersalizm malarstwa stał się jednocześnie swoistym przekleństwem malarza tworzącego coraz bardziej wiekopomne dzieła, militarystyczne sceny rodzajowe jak i zwykłe portrety znanych ludzi. Polskość czasów Kossaka związana była nierozerwalnie z kawalerią, siłą rzeczy dominującym w jego malarstwie jest motyw konia. Miłość do koni bowiem Polak wyssał z mlekiem matki, a sam koń, obok kobiety i koniaku miał być przedmiotem uwielbienia każdego kawalerzysty.
Trudno jest pisać o takiej książce jak ta właśnie opowieść biograficzna. Mamy do czynienia z postacią na tyle znaną, że istnym truizmem byłoby choćby streszczać samą książkę. Można, a nawet trzeba skupić się na sposobie, w jaki Autorzy, Maja i Jan Łozińscy, potraktowali wybrany temat. Opierając się w dużej mierze na korespondencji jak a pozostawił po sobie malarz, postanowili ukazać go jako postać z krwi i kości, człowieka z zaletami i wadami, bawidamka i erotomana, czułego męża, troskliwego ojca, żądnego sukcesu, również tego materialnego, malarza, patriotę, który zrezygnował z intratnej funkcji dworskiego malarza z chwilą zaostrzenia antypolskiej polityki Berlina. Z kart książki wyłania się nam malarz pracowity, zazdrosny o własne powodzenie i sławę i nieco kłótliwy. Malarz, którego nie sposób oderwać od czasów, w których przyszło mu żyć. Otrzymujemy więc nie tylko biografię słynnego artysty, ale również opis obyczajów i przyzwyczajeń epoki.
Nie należę do wielbicieli Kossaka. Jego twórczy uniwersalizm irytował mnie, a malowane postacie koni nieco nużyły. Z całą pewnością na moje postrzeganie wpływ miało traktowanie Malarza jako piewcy polskości. Autorzy zdjęli z Kossaka tę aureolę, przez co uczynili go bardziej ludzkim. A człowieka przecież łatwiej jest polubić.
Nawet takiego Kossaka.
