Andrzej Szczypiorski
Msza za miasto Arras
Andrzej Szczypiorski Msza za miasto Arras Muza SA

Dyktatura. Słowo, które jest nam powszechnie znane, boimy się jej, ale często nie potrafimy spostrzec momentu jej narodzin, nie umiemy się przeciwstawić złu pełni nadziei, że będzie jeszcze lepiej, że może ktoś zajmie się jej zwalczaniem. Kiedy tracimy jakiekolwiek złudzenia pozostaje tylko strach przed nią i oczekiwanie na nieuchronne zainteresowanie dyktatora naszą osobą.

REKLAMA
Historia psychozy, jaka nawiedziła brabanckie miasto, znane z przepięknych tkanin, stała się pretekstem do wyrażenia sprzeciwu wobec wszelkich przejawów tyranii. Andrzej Szczypiorski sięgnął po tę historię, by opisać owczy pęd tłumu, zdemaskować metody sterowania i zastraszania mas i to tak chętnie wykorzystywane poczucie wyższości, które z przerażeniem obserwował za oknami swego domu. Tak, Msza za miasto Arras miała być odpowiedzią na antysemicką nagonkę marca 1968 roku, stała się jednak czymś więcej, stała się ostrzeżeniem przed każdym przejawem tyranii.

Na początku jest poczucie zagrożenia i krzywdy, potem zjawia się ktoś, kto chce nas chronić. Zasługujecie na więcej, musicie być dumni, chcę poprowadzić was do chwały, bogactwa czy zbawienia. Znamy ten typ człowieka. Cholerny asceta, samotnik, który zdaje się żyć jedynie pro publico bono. Jest charyzmatyczny i niebezpiecznie inteligentny. Do tego potrafi sterować ludźmi, wydobywając z nich te najniższe instynkty. Czasem przyszły dyktator dzieli się władzą. Robi to jednak pozornie, pamiętając o zasadzie : dziel i rządź. Stawiając na piedestał całkowicie zależną od siebie miernotę dyktator wie, że ta będzie mu lojalna, choćby po to, by nie stracić zaszczytów, na jakie zupełnie nie zasługiwała. Miernota ta będzie też największym katem i oprawcą. Władza, lub jej złudzenie szybko uderza do głowy, zwłaszcza komuś, kto jej nigdy nie doświadczył. Z dnia na dzień, dzięki dyktatorowi ludzie zdobywają poczucie, że oto wreszcie przestali być pariasami, oto bowiem okazuje się, że ktoś znajduje się jeszcze niżej. Jet to wróg klasowy, ktoś z gorszego sortu czy obcy, terminologia może być dowolna, ma jednak za zadanie wskazać kogoś, kogo można obarczyć winą za wcześniejsze, teraźniejsze oraz późniejsze niepowodzenia. Kozioł ofiarny jest dyktatorowi potrzebny, a jeśli go nie ma, należy poszukiwać kandydatów wśród wątpiących lub tych, którzy okazali litość. Wtedy nikt nie może czuć się bezpieczny, a wszyscy czekają tylko na cud.
Tak było w mieście Arras, tak było w stalinowskiej Rosji czy hitlerowskich Niemczech i ten mechanizm opisał nam Szczypiorski. Używając konwencji opowieści, wręcz spowiedzi świadka wydarzeń w Arras potęguje wrażenie grozy. Czytelnik oczami wyobraźni widzi człowieka, który uciekł spod stryczka, a potem nie potrafił sobie darować, że zło nie zostało dostatecznie ukarane.
A przecież każda dyktatura musi zostać osądzona.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?