wydawnictwo czarne

Paul Theroux udowadnia nam starą prawdę. Obce kraje najlepiej poznawać przez kontakt z najbiedniejszymi ich obywatelami, zwykłymi szarymi ludźmi. Wtedy można poznać najwięcej bolączek trapiących społeczeństwa.

REKLAMA
Podróż Paula Theorux z pozoru wygląda nieco dziwnie. Oto względnie zamożny amerykański intelektualista postanawia przebyć koleją cały kontynent amerykański. W zasadzie nie planuje zwiedzania miast czy podziwiania zabytków, te rozrywki są tylko zapełnieniem przerw między kolejnymi pociągami. Podobnie Theroux traktuje wygłaszane w większych miastach wykłady czy też odczyty. W samej wyprawie Autora ważna jest sama droga i pociągi. W czasie swej podróży Theroux pozornie alienuje się od swoich współpasażerów. Odgradza się od nich ksiązką, najlepszą barierą chroniącą przed intruzami i natrętami. Ta alienacja jest jednak pozorna. Theroux uważnie obserwuje współpasażerów, zaś w czasie nielicznych z nimi rozmów poznaje niektóre wstydliwe realia życia mieszkańców Ameryki Łacińskiej i Południowej. Bieda, analfabetyzm, dyktatura, brak perspektyw w osiągnięciu minimalnych, z punktu widzenia przeciętnego Amerykanina, standardów życia. Oto biedna Ameryka lat siedemdziesiątych XX wieku. Oto kontynent, który chciał uszczęśliwić Che Guevara, kontynent, na którym prospołeczne działania lewicy tłumiły wojskowe junty. Dziś z perspektywy lat, wiemy, że szczęście, które chciał przynieść Che, nie gwarantowało prawdziwego dobrobytu ani sprawiedliwości społecznej, jednak kontynent amerykański takich zmian wymagał. Dlatego oprócz opisu barwnej podróży „Stary ekspres ….” zawiera ostrzeżenie przed możliwą rewolucją i przypomina o tym, że zmiany prospołeczne muszą w Ameryce Południowej nastąpić.