
Kolejna skaza na kryształowym odbiciu Ameryki. W taki sposób, na gorąco, podsumowałem tę lekturę. Dłuższe przemyślenia utwierdziły mnie w słuszności mego osądu.
REKLAMA
Naród otwarty, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ceniący wolność jednostki i swobody demokratyczne. Naród dumny, choć składa się z potomków wyrzutków, wygnańców, uciekinierów i typów spod ciemnej gwiazdy. Naród, który tak bardzo uwierzył we własne bogactwo, że dziś zawiedzeni jego mitem wybierają kogoś, kto może zagrozić ich największej zdobyczy. Swobodom demokratycznym.
Historia rodziny McCulloughów to historia Ameryki. Podbijali dziki Zachód czyniąc sobie ziemię poddaną. Początkowo nie widzieli, że miejsce na ziemi zdobywają dzięki krzywdzie innych. Tak to już bowiem zostało poukładane w przyrodzie, że silni pra do sukcesu kosztem maluczkich, że wielka ryba zjada te mniejsze, że świat był, jest i będzie polem bitwy. Dla pułkownika Eliego McCullougha taki porządek świata był czymś naturalnym. W dzieciństwie porwany przez Indian, był świadkiem wielu scen gwałtów i mordów. Mentalnie odszedł ze świata białych, nie stając się jednocześnie Komanczem, żył więc w zawieszeniu między dwoma światami, tworząc nowy, jednoosobowy i niepowtarzalny gatunek człowieka. To właśnie on miał zdobyć fortunę, którą, dzięki odkryciu złóż ropy naftowej, pomnożą jego potomkowie. Brak skrupułów Pułkownika nie przechodzi jednak na jego syna. Ten widzi, że sukces zawdzięcza się dzięki zbrodni. To kolejna prawda mówiąca, że początek każdej fortuny tonie w odmętach niedopowiedzeń. Każda fortuna ma swego trupa w szafie, którego nie sposób przekreślić dobrymi uczynkami. Ale czy będzie lepiej w świecie biznesu ostatniej z rodu? W dzisiejszych czasach, przynajmniej teoretycznie, kobieta w świecie biznesu równa jest mężczyźnie. Czy jednak jest to zgodne z rzeczywistością?
Trzy pokolenia Ameryki. Pierwsze budowało kraj, drugie wzbogaciło, co jednak pozostaje trzeciemu? Co pozostało najbardziej zadłużonemu mocarstwu świata? Jaka przyszłość czeka społeczeństwo, które nadal żyje na kredyt? Mit Ameryki, któż go zbudował, czy ci, którzy budowali kraj? A może ci, którzy patrzyli na niego jak na ziemię obiecaną? A westernowskie legendy o dzikim zachodzie, ile w nich jest prawdy? Meyer twardo sprowadza na ziemię czytelnika, który kiedyś fascynował się filmami z Johnem Waynem. Ten świat był inny, nie wierzcie w mity i stąpajcie twardo po ziemi, mówi nam Autor.
Saga rodzinna? Epicka opowieść o Ameryce? Jakkolwiek określimy książkę Meyera, musimy uznać, że jest to dzieło skończone i doskonałe. Nie ma tam niczego, co byśmy mogli uznać za zbędne, każda scena, każdy opis ma swój cel, początkowo może niezrozumiały dla czytelnika, z czasem jednak układający się w logiczną całość.
Czy to święty Graal? Nie, to nowa, literacka jakość, wyżej ustawiona poprzeczka, którą pokonać będzie musiał każdy, kto zechce zachwycić czytelnika.
