Josef Skvorecky
Scherzo capriccioso
wesoła fantazja na temat Dvoraka
Josef Skvorecky Scherzo capriccioso wesoła fantazja na temat Dvoraka Książkowe klimaty

Czy można pisać o muzyce? Wszak to, jak ją postrzegamy zależy od wielu warunków. Nasz nastrój, miejsce, w którym słuchamy muzyki, zmęczenie… To wszystko ma wpływ na nasze doznania, z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo zmieniają się nasze wrażenia choćby w ciągu jednego tygodnia. Czy można więc pisać o muzyce? A może warto pisać o muzyku, choćby o jednym wybranym okresie z jego życia, by spopularyzować jego twórczość?

REKLAMA
Antonim Dvorak, kompozytor uważany, obok Smetany, za najwybitniejszego czeskiego twórcy muzyki, kompozytor, który śmiało uznawany jest za twórcę ponadnarodowego, twórcę, którego utwory są dobrem uniwersalnym. Uświadomienie sobie tego faktu ułatwiają publikacje o życiu, drodze twórczej, przeżyciach i natchnieniach, które prowadziły do stworzenia jego dzieł. Skvorecky, w nieco żartobliwy sposób, wprowadza czytelnika, zwłaszcza amerykańskiego, w głąb czeskiej duszy, w stronę spojrzenia na kulturę zachodu jako logiczną całość.
Przyzwyczajeni jesteśmy do pisania o wielkich twórcach z pozycji klęczącej. Twórca może być tylko idealny, aż do znudzenia, twórca jest bez skazy. Taka pomnikowa kreacja nuży, należy więc ją odrzucić i pokazać Kompozytora jako człowieka z krwi i kości. Skoro Dvorak był mężczyzną ceniącym sobie przyjemności stołu, dobre piwo i nie był obojętny na kobiece wdzięki należy go tak właśnie przedstawić, bo wtedy staje się bardziej akceptowalny, zwłaszcza dla młodego pokolenia. Skoro więc Dvorak kochał starszą siostrę swej żony i był łasy na dobre piwo (koniecznie z pianką), to muzyka, którą tworzył musi być bliska normalnemu człowiekowi. Nic bowiem tak nie burzy, nie zniechęca do poznania, jak zbytnia pomnikowość bohatera.
Wróćmy jednak do samej książki. Mamy 1892 rok, Dvorak, kompozytor już uznany, zostaje zaproszony do USA. Stosunkowo młode państwo potrzebuje kogoś ze znanym nazwiskiem, kto mógłby kierować Narodowym Konserwatorium w Nowym Jorku. Dvorak, skuszony finansowo, wyraża zgodę i w tym momencie zaczyna się przygoda jego życia. Oto bowiem mamy końcówkę XIX wieku. Skończyła się już dawno wojna secesyjna i podbój dzikiego zachodu, kraj powoli krzepnie i rośnie w siłę. Gdzieniegdzie tworzą się wielkie fortuny i przemysł. Jeszcze co prawda nie stwierdzono, że można proces produkcyjny podzielić na drobne elementy i tym samym przyspieszyć produkcję. Ameryka jest zaś tyglem kultur, wielu jej mieszkańców nie musi posługiwać się językiem angielskim, a wiele z dzielnic, to żywcem przeniesione z Europy, miniatury krajów. Gdzieś powoli przebijać się zaczyna negro spirituals, z którego później narodzi się jazz i blues. Właśnie to oczarowało przybysza z dalekich Czech. Jako muzyk, musiał on dostrzec potencjał czarnej muzyki, potencjał rozrywkowy, ale też potencjał przekazu myśli. Ameryka, jaką widział Dvorak, bez tej muzyki nie byłaby pełna. On ją widział i czuł, nosem muzyka, widział jej przyszłość. Negro spirituals musiały więc znaleźć się w Symfonii z Nowego Świata, utworze niedocenianym, ale jakże pięknym.
I właśnie tak należy pisać o muzyce. Słucham teraz Symfonii i czuję dreszcze.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?