
REKLAMA
Kto może chcieć zniknięcia kury domowej w małym miasteczku?
Na laptopie zaginionej Ingi de Graaf policja odkrywa tajemnicze maile, które kobieta wysyłała przed swoim zniknięciem. Wyłania się z nich historia nieszczęśliwej mężatki wplątującej się w romans. Czyżby Inga uwikłała się w coś, co okazało się dla niej śmiertelnie niebezpieczne?
Jak co dzień Inga de Graaf wychodzi na spacer z psem, Piratem. Dla niej, rozczarowanej życiem znacznie odbiegającym od jej marzeń, przechadzka po miasteczku z pupilem jest jedną z niewielu chwil, gdy może uciec od rzeczywistości. Tyle, że tego dnia nie wraca. Zaniepokojony mąż wzywa policję, nie wierząc, że Inga mogłaby ot tak porzucić rodzinę.
„To było wszystko co jej pozostało po marzeniach i oczekiwaniach? To było życie, które wybrała? Rzeczywistość złożona z miliona prostych czynności, których nikt nie zauważał, które pożerają jej cały czas i wszystkie siły witalne. Pusty pokój, dni przepełnione, a sprawiające wrażenie pustych, nieobecny mąż”.
„Kiedy będziemy deszczem” to druga powieść Dominiki van Eijkelenborg, Polki mieszkającej od lat w Holandii. Bohaterka tej historii, Inga de Graaf to prawdopodobnie porte parole samej autorki – tak jak ona wyjechała z Krakowa za miłością, tak jak swój pierwowzór uwielbia łucznictwo i jest matką dwójki dzieci. To wyjaśniałoby, dlaczego tak wielką rolę gra historia głównej bohaterki, dlaczego tak mało czasu otrzymuje w książce wątek kryminalny, a cała książka składa się w zasadzie z maili wysyłanych przez Ingę.
Wbrew pozorom „Kiedy będziemy deszczem” wcale nie jest kryminał czy thriller. Owszem, opowieść rozpoczyna się od porwania/zniknięcia Ingi, jednak w zasadzie jest to jedynie pretekst do snucia historii nieszczęśliwej kobiety, której przyszło żyć w obcym kraju. Cały zaś wątek kryminalno-sensacyjny sprowadzony jest do roli klamry oplatającej całość, nie ma większego znaczenia i w sumie nie był potrzebny – aczkolwiek całkiem sprawnie Dominice van Eijkelenborg wyszło jego napisanie. Może w przyszłości autorka poświęci się pisaniu historii kryminalnych, jednak póki co w „Kiedy będziemy deszczem” znajduje się tylko jego domieszka.
Na plus można tej książce zaliczyć dogłębną analizę psychologiczną kochanków. Przemyślenia Ingi de Graaf czytelnik śledzi przez cały czas, może dokładnie zauważyć, w którym momencie zaczynają się problemy, co jest nie tak w jej życiu, czego żałuje, o czym marzy, czego się boi, a także czego pragnie – i dlaczego się powstrzymuje przed czynieniem pewnych rzeczy.
Robin czyli nowopoznany przez Ingę mężczyzna, także otrzymuje od van Eijkelenborg dogłębną analizę. Choć jawi się jako człowiek tajemniczy, to poprzez rozmowy z Ingą można łatwo zbudować sobie portret osoby złamanej przez los. I w jego przypadku czytelnik poznaje dwie strony medalu, wie, co Robin czuje, dlaczego robi, to co robi, co nim kieruje, jaka jest jego przeszłość dlaczego wikła się w romans z mężatką.
Tej parze Dominika van Eijkelenborg poświęciła sporo czasu, dała im szansę się obronić, wytłumaczyć, ukazać, jak krok po kroku się do siebie zbliżają i jak rzeczywistość zapędziła ich do miejsca, w którym się znaleźli. Do pełnego obrazu tej historii przydałby się więc portret psychologiczny Marka, męża Ingi. Niestety, on sam ma szansę wypowiedzieć się tylko na początku opowieści, później czytelnik widzi go jedynie przez pryzmat postrzegania jego żony, a zatem zniekształcony, niepełny, oczywiście wychodzący gorzej na tle nowego mężczyzny. A, szkoda, bo tylko tego brakowało.
Podsumowując, „Kiedy będziemy deszczem” to powieść obyczajowa z wątkiem sensacyjnym, który jednak odgrywa mało istotną rolę w historii. Powieść van Eijkelenborg w zasadzie sama się czyta i pomimo wad stanowi przyjemną lekturę.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
