Joshua Hammer
Hardkorowi bibliotekarze z Timbuktu
Joshua Hammer Hardkorowi bibliotekarze z Timbuktu Wydawnictwo Agora

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Była walką kilkunastu osób z religijnymi fanatykami o zachowanie spuścizny kulturowej, walka o zachowanie skrzętnie gromadzonych skarbów, ich ochrona przed spaleniem. Tam gdzie książki płoną, niebawem dojdzie do palenia ludzi. Bohaterowie tej walki nie mogli znać tej maksymy Heinego, jednak zrobili wszystko, by uratować skarby.

REKLAMA
Zaledwie kilka lat temu część terytorium Mali zostało opanowane przez islamistów, gotowych na stworzenie państwa wyznaniowego. Z dnia na dzień sytuacja mieszkańców Mali uległa diametralnej zmianie. Timbuktu, historyczne miasto Mali, niegdyś centrum naukowe regionu, zostało opanowane przez religijnych radykałów. W mieście zmieniło się wszystko, począwszy od strojów na ulicach, skończywszy na stylu życia w prywatnych mieszkaniach. Islamistom, wprowadzających swoją dobrą zmianę, udało się zniszczyć wszystko. Z wyjątkiem imponującego, bo liczącego 377 tys. manuskryptów, zbiorów bibliotek miasta.
Tak naprawdę jednak historia opisana przez Joshue Hammera zaczęła się w połowie lat osiemdziesiątych. Wtedy to siedemnastoletni chłopak stał się spadkobiercą i strażnikiem rodowego księgozbioru. Abdel Kader Haiddara, bo o nim mowa, nie spodziewał się zaszczytu, jaki stał się jego udziałem. Mógł się tylko domyślać wartości spadku, jaki otrzymał, instynktownie jednak wiedział, że spadku tego nie wolno mu ani sprzedać, ani powierzyć nikomu innemu. Odmówił więc jego przekazania, choćby w depozyt, Instytutowi Ahmeda Baby. Przyjął jednak propozycję pracy w Instytucie, przy zbieraniu i zabezpieczaniu skarbów kultury Mali, kilkusetletnich manuskryptów przechowywanych w niepozornych chatach czy pustynnych namiotach. Owocem jego wieloletniej pracy była wzbogacona biblioteka Instytutu, a także prywatny, profesjonalnie usystematyzowany księgozbiór. Nic więc dziwnego, że Haiddara obawiał się o losy dzieła własnego życia. Budowana przez niego siatka spiskowców była gotowa narazić własne życie, by ocalić cenne księgi. Chowane w domach, w ukrytych pomieszczeniach bibliotek miały być wydobyte po ustąpieniu islamistów. Każdy ze spiskowców narażał własne życie, nikt jednak nie zawahał się ani chwili. Ich poświęcenie przyniosło efekt. Radykałowi zniszczyli jedynie około czterech tysięcy manuskryptów.
Islam. Religia ta kojarzy się z brakiem kultury, z pogardą dla nauki i ksiąg poza jedną- Koranem. Reportaż Joshuy Hammera zaprzecza tej tezie. Historia pozyskiwania przez Haiddara ksiąg ukazała mieszkańców Mali, jako ludzi, którzy skrzętnie przechowywali w skrzyniach manuskrypty na sposób angielskich arystokratów przebywających codziennie wśród osiemnastowiecznych ksiąg. Znając ich znaczenie kulturowe niechętnie rozstawali się ze zbiorami, bojąc się o ich los. Ich przeciwnikami byli półanalfabeci, którzy przekonani o własnych racjach narzucali innym swój styl życia, swój radykalizm religijny nie zdając sobie sprawy z istoty własnej religii, z toczących się przed wiekami sporów o każdy werset Koranu, których owocem były niejednokrotnie liberalne, nawet jak na dzisiejsze standardy, wykładnie wiary. To wszystko uratowali bezimienni często bohaterowie, ludzie, przed którymi chylę głowę z należnym im szacunkiem.
Hardkorowi bibliotekarze to nie tylko historia bohaterstwa grupy osób, ale również najnowsza historia Mali z jej bogactwem i dziedzictwem kulturowym. Jest też wymownym świadectwem, że ludzie dobrej woli, współdziałając ze sobą bez względu na różnice kulturowe i religijne, mogą przeciwstawić się złu i nieco naprawić świat.
Choćby na złość radykałom i nieukom.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?