
Simone de Beauvoir, Doris Lessing, Toni Morrison, Susan Sontag, Herta Muller i wiele innych nazwisk z tej antologii potrafi wywołać potrzebę lektury tej książki.
REKLAMA
Piętnaście wywiadów z najwybitniejszymi autorkami XX wieku jest logiczną kontynuacją wcześniej wydanej antologii czternastu wywiadów z pisarzami, opublikowanych w „The Paris Review”. W tym miejscu każdy, kto ceni sobie przyjemność z lektury winien pochylić głowę w kierunku wydawców i redaktorów wybierających teksty, które znalazły się w obu tomach. Składam więc ukłon i ja, znajdując jednocześnie pewną ułomność tak opracowanej lektury. Podział na autorów według płci musi uderzyć czytelnika, który nie dzieli książek według płci autora, lub płci docelowego czytelnika książki. Jedyny podział, który byłby akceptowalny to ten na prozę dobrą i tę, która jest jedynie mordercą czasu. Wiem, ze się czepiam, choć fajnie by było znaleźć Simone de Beauvoir obok Saula Belowa, a Toni Morrison obok Juliana Barnesa.
Po tym krótkim marudzeniu chwyciłem za książkę ustalając swoją własną kolejność lektury. Urokiem antologii jest to, że możemy zlekceważyć kolejność jaką ustalili dla nas redaktorzy i wydawcy, ustalając własną, bez szkody dla lektury. Spierając się nad tym, czy zacząć od wywiadu z Toni Morrison czy Susan Sontag i nie mogąc sam ze sobą dojść do porozumienia poszedłem trzecią drogą i moja przygoda z tym zbiorem otwarta została przez najbardziej chyba zagadkową autorką XX wieku, czyli Herta Muller. Fenomen tej pisarki polega na tym, że hołubiona jest i uznawana za narodową pisarkę przez dwa jakże różne kraje. Książki Herty Muller propagowane są zarówno przez niemiecki, jak i rumuński instytut książki. Nasza autorka wprawdzie dostała literackiego Nobla już jako niemiecka obywatelka, ale przecież pisała o losie Niemców w Rumunii, o tej banackiej mniejszości, podejrzewanej o ojczyźniane resentymenty przez cały okres komunizmu w Rumunii. Sięgając więc na sam koniec antologii spodziewałem się znaleźć odpowiedź na pytanie o fenomen Noblistki z 2009 roku.
Wydawać by się mogło, że na zadane wprost pytanie kim jesteś Herto, autorka nie potrafiłaby odpowiedzieć. Co przeważa w prozie : czy język, w którym wymawiało się pierwsze słowa, czy też język, który był jedyną ochroną przed demagogiczną dyktaturą, czy może ten wtórny, w którym zdobywało się wykształcenie, który doceniało się jako ten barwny, soczysty, w którym nawet przekleństwa nie będą brzmieć wulgarnie? I nawet jeśli tworzyć będzie pisarka w określonym języku, to zaczęte przez nią zdania zaczynają prowadzić twórcę, wiedząc lepiej dokąd mają trafić i co osiągnąć. Pisarka jest tylko moderatorem powieści, trzymającym je w ryzach i kształtującym powieść. Według tego schematu pisarz nie wie, w jakim kierunku rozwinie się powieść, tak samo jak człowiek nie wie kim jest i jakie są jego cele. Tak postawiona sprawa może zaskoczyć nas, którzy mieli nieco prostszą historię rodzinna i niewiele dylematów związanych z pochodzeniem. Wydawać by się mogło, że dalej nie wiem kim jest Herta Muller, jednak właśnie ta niepewność pisarki dała mi odpowiedź. Jako jedna z nielicznych osób parających się piórem, Noblistka wyrosła ponad literaturę określonego narodu i stała się dobrem ogólnoludzkim.
A najgorsze jest to, że takie puszczenie słów samopas bywa zaraźliwe…. Herta zdominowała tę recenzję. Choć może to i lepiej? Może moi adwersarze pokuszą się na zadanie podobnego pytania Ursuli Le Guin?
