
„Zobaczymy Słowaku, co o Afryce”. Z taką oto myślą otwierałem tę książkę, nieco bojąc się nie tyle treści, co własnych wobec niej oczekiwań. Po kilku stronach wbity w fotel zapomniałem o pierwotnej myśli, chłonąc kolejne strony.
REKLAMA
Magia Afryki. Wierzenia, tradycja, ludzie z problemami, słabościami i życiowym bagażem. Wszystko to tworzy tragiczną, a jednocześnie baśniową scenerię, w której zdarzyć się może wszystko. Spotkanie ze śmiercią w karczmie, uzdrowicielem w kapeluszu, czy tajemniczym mężczyzną oferującym pracę. Przypadek, a może zły los kieruje ścieżkami ludzkiego życia i krzyżuje je w sobie tylko znanych konfiguracjach. Tu nic nie zdarza się bez celu, wszystko ma swój początek i koniec. Nie znajdziesz tu też ani czarnych, ani białych charakterów. Są tyko ludzie z własnymi problemami. Tak, nie pomyliliście się, to ten realizm magiczny, do którego zdołał przyzwyczaić nas Alain Mabanckou. O ile jednak u Mistrza pochodzącego z Konga realizm ten jest czymś naturalnym, znanym od kołyski, o tyle Vadas musiał pokochać Afrykę, zaakceptować ją właśnie taką… z prostymi przyjemnościami życia.
Bo życie, wbrew pozorom, jest proste. To my sami je komplikujemy naszymi oczekiwaniami i ambicjami. A przecież wystarczy dobry posiłek, szklanka dobrego piwa i taniec przy dobrej muzyce by poczuć smak życia. I to właśnie nam przypomina Vadas, pisarz skąpiący nam może słów, ale jakże działający na wyobraźnię.
