
REKLAMA
Torunn skończyła czterdzieści lat i czuje, że nie znajduje się na swoim miejscu. Postanawia wrócić do porzuconego parę lat temu Neshov, a przy okazji pogodzić się z rodziną. W życiu jej wujów wiele się tymczasem zmieniło. Margido rozkręca firmę, a Erlend i Krumme wprawiają się w bycie rodzicami trójki dzieci.
Ich życia, które kiedyś za sprawą nagłego pojawienia się Torunn się połączyły i na nowo zjednały, teraz ponownie rozjechały się w swoje strony. Erlend i Krumme są zbyt zajęci w Kopenhadze własną, nieco rewolucyjną, rodziną, by poświęcić braciom i bratanicy więcej niż telefon od czasu do czasu. Margido rozwija firmę, lecz mimo sukcesów na polu zawodowym czuje się samotny. Nie pomagają odwiedziny u ojca, przebywającego w domu opieki. Powrót Torunn jest więc nader oczekiwany i aprobowany, mimo oczywistego żalu wynikającego z jej nagłego zniknięcia.
„Zawsze jest przebaczenie” to czwarty, premierowy tom sagi o rodzinie Neshov, stanowiący niejako klamrę całej historii [przynajmniej do momentu, w którym Anne B. Ragde stwierdzi, że w sumie to ma pomysł na pociągnięcie fabuły dalej]. Z perspektywy kilku lat widać, dokąd zaprowadziły bohaterów ich wybory i choć w samej książce nie za wiele jest fabuły, to miło popatrzeć, co się u każdej postaci zadziało przez te cztery lata. Jest to więc wycieczka ze wszech miar sentymentalna.
Widać bowiem, że Anne B. Ragde nie miała pomysłu na wszystkie postaci – stąd choćby stosunkowo krótki czas ekranowy pary z Kopenhagi, którzy dostali ze trzy, cztery rozdziały, aby opowiedzieć, jak to się żyje z trójką dzieci i jak to wpłynęło na relacje w ich związku. Na szczęście to, że autorka nie wiedziała, jak pociągnąć parę wątków, nie wpłynęło szczególnie na dynamikę głównej partii powieści.
Jest więc świetnie zarysowana relacja między Margidem, Torunn i jej dziadkiem – zwłaszcza między pierwszą dwójką, której Anne B. Ragde wreszcie poświęciła więcej czasu. A że jest między tą trójką sporo żalu, sporo nieprzepracowanych spraw i jeszcze więcej niewypowiedzianych słów, to jest to pole do popisu dla autorki – z czego ona, na szczęście, korzysta, dobrze je budując, wzmacniając i pozwalając na przepracowanie bólu i zagojenie się ran. To zdecydowanie najlepsza część książki.
Saga rodziny Neshov jest taką serią książkową, co do której czytelnik chciałby, żeby się nigdy nie kończyła. Obserwowanie losów bohaterów stworzonych przez Annę B. Ragdy jest fascynujące – niczym podglądanie czyjegoś życia, nie ciągle, ale raz na jakiś czas zerkanie przez okno do środka. Te krótkie wycieczki raz na jakiś czas – częstokroć przedzielone sporym odstępem czasowy – są niczym spotkania w gronie rodzinnym [czy znajomych]. Czytelnik otwiera książkę, dowiaduje się, co ostatnio się wydarzyło, usłyszy parę anegdot i zaobserwuje, jak kolejne decyzje życiowe wpłynęły na bohaterów, a potem lektura się skończy i pożegna się z rodziną. Z nadziei na kolejne odwiedziny, by dowiedzieć się, gdzie to ich los znowu poprowadził. Dlatego pewnie autorka niniejszego tekstu nie jest jedyną osobą, która po przeczytaniu „Zawsze jest przebaczenie” liczy na to, że Ragde postanowi jeszcze dopisać ciąg dalszy. Bo jest do czego wracać.
