
REKLAMA
Po długich i skomplikowanych perypetiach Alcatraz wreszcie dociera do Nalhalli, swojej ojczystej krainy. Nie oznacza to jednak koniec kłopotów – już w drodze omal nie ginie, musi zmierzyć się z procesem Bastylii, nagła rozpoznawalność zaczyna go powoli przerastać, zaś po królestwie przechadzają się niecni Bibliotekarze.
Pojedynczo zdarzenia te może i są nieco uciążliwe, ale nie są nowe, od kiedy Alcatraz poznał prawdę o swoim pochodzeniu, jednak zebrane zwiastować mogą li tylko kolejne kłopoty. A co za tym idzie, kolejną porcję sarkastycznej autobiografii – czy też wspomnień – Alcatraza Smerdy’ego.
„Rycerze Krystalii” to tom trzeci serii „Alcatraz kontra Bibliotekarze” czyli niesamowitych przygód nastolatka obdarzonego niezwykłym talentem do psucia, który musi walczyć ze złowrogimi Bibliotekarzami, władającymi Ciszlandią.
„Być może nabraliście przeświadczenia, że Bibliotekarze są do niczego niepotrzebni. Przepraszam, że to sugerowałem. Bibliotekarze są bardzo potrzebni. Na przykład przydają się, kiedy łowisz rekiny i szukasz przynęty. Można też ich wyrzucić przez okno i sprawdzić wytrzymałość okularów w rogowych oprawkach na uderzenia o beton. Jeśli macie wystarczająco wielu Bibliotekarzy, możecie zbudować z nich most.”
Jak zwykle nie zabrakło narracji typowej dla Alcatraza Smerdy’ego – pełnego sarkazmu i ironii, ciągłego mrugania okiem do czytelnika i przełamywania czwartej ściany. Poziom meta na jaki wspina się autor nieustannie zaskakuje i bawi. Wtrącenia rozpraszają, a przeskakiwanie z tematów na temat i wybieganie akcją do przodu przypominają, kto tu naprawdę rządzi akcją i opowieścią.
Do tego Sanderson kontynuuje odkrywanie przed czytelnikami – i Alcatrazem – tajemnic dotyczących klanu Smerdych i Nalhalli. A zatem czas poznać kolejnych członków rodziny głównego bohatera, równie ciekawych i niezwykłych, co sam Alcatraz, dziwne zwyczaje mieszkańców Nalhalii – jak udzielanie ślubów przez trzynastolatki [bo czemu by nie] czy dawanie autografów przez dotknięcie szkła.
Ma rację jedna z czytelniczek, która stwierdziła, że po lekturze książek z serii „Alcatraz kontra Bibliotekarze” młodsi odbiorcy, nie zaznajomieni jeszcze dobrze z powieściami młodzieżowymi, będą we wszystkich innych książkach YA widzieć klisze. Bo Sanderson jak nikt obśmiewa wszelkie schematyczności w powieściach przygodowych i tych skierowanych do młodszych czytelników. Owszem, sam po nie sięga, ale za każdym razem wywraca kota ogonem, pokazując absurdy i punktując niedociągnięcia [jak choćby zawieszając akcję, stwierdziwszy, że coś za dużo się dzieje i rozpoczynając miast tego dziwną opowieść o pandach]. Bawi i uświadamia, bo świetnie manewruje, świetnie lawiruje i ukazuje clue problemów związanych ze schematycznością pisarzy powieści młodzieżowych. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że czytelnik połączy elementy układanki dużo szybciej, tylko dzięki temu, że zna inne powieści młodzieżowe, ale z tej świadomości czyni swoją siłę. I to mu się chwali.
„Rycerze Krystalii” nie zwalniają tempa. Przygody suną jedne za drugimi, pojawiają się nowi bohaterowie – jak zwykle świetnie zarysowani – i wracają starzy wrogowie, zaś w tym wszystkim nie zabrakło pomysłu, dobrze napisanej historii i przede wszystkim – humoru. I jak zwykle – z chwilą przeczytania ostatniej strony, ma się ochotę na więcej. Pozostaje więc tylko wyczekiwać czwartego tomu.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
