
Pamiętacie film Pulp Fiction? W jednej ze scen młody opryszek tłumaczy swojej dziewczynie, że rabowanie banków jest o wiele łatwiejsze niż sklepów z alkoholem. Książka Marka Wałkuskiego potwierdza jego słowa.
REKLAMA
Rabowanie amerykańskich banków wydaje się być bardzo proste. Brak profesjonalnej ochrony, instrukcje wydawane pracownikom na wypadek takiego zdarzenia i nieskrępowany wręcz dostęp do broni powodują, że staje się to dość popularnym sportem w tym kraju. Oczywiście nie każdy kto wchodzi z bronią, lub jej atrapą, do banku jest mistrzem planowania, przez co nie każdy napad nadaje się na scenariusz filmowy. No chyba, że chcemy nakręcić komedię w stylu głupi i głupszy. Przestępcy bowiem popełniają elementarne błędy, które, gdyby stracili w czasie zamachu życie, kwalifikowałyby ich o otrzymania nagrody Darwina. Błędy te śmieszą, podobnie jak napad, którego dokonał najmłodszy, kilkuletni rabuś, czy ten najstarszy, dla którego rabowanie banków było urozmaicaniem sobie nudnego życia emeryta. Powszechnym jednak motywem są pieniądze. Przecież to dla nich, a raczej dla tego, co można za nie nabyć, codziennie rano wstajemy z łóżka i idziemy do pracy.
Żeby nam jednak nie przyszło do głowy emigrować za ocena po to by odwiedzać banki, Marek Wałkuski przytacza historie tych, którzy zdobyli gangsterską sławę, ale skończyli dość marnie. Przez książkę przewijają się więc historie Dillingera, Bonnie i Clyde`a czy Butcha Cassidy i Sundance Kida. To oni tworzyli amerykańską historię opartą na wolności i romantyczności. Koniec amerykańskich wersji Janosika musiały być marne, wszak broń posiadają tam też policjanci, mający spore uprawnienia i chętnie z nich korzystający. Poza tym te amerykańskie więzienia…
Nie, nie idźmy tą drogą.
