Marek Weiss
Antygona w piekle
Marek Weiss Antygona w piekle Wydawnictwo Janka

Antygona. Każdy z nas pamięta decyzję bohaterki sztuki Sofoklesa. Klasyk greckiej tragedii zmusił bohaterkę do wyboru między prawem boskim, prawem do godnego pochówku, a prawem ludzkim, prawem silniejszego, zwycięzcy, który może siłą narzucić swoją wolę. Spór o prymat tych praw zadaje w swojej książce Marek Weiss.

REKLAMA
Kto powiedział, że twoja krew jest czerwieńsza? Może krew tego człowieka jest bardziej czerwona? Te Słowa rabina Ravy z opowieści talmudycznych chodziły mi po głowie w czasie lektury tej książki. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że tylko one tłumaczą jej treść. I nie myliłem się. Zacznijmy jednak od samego początku. Z pozoru fabuła jest prosta. Młody chłopak studiujący w Berlinie poznaje miłość swego życia. Ma szczęście, bowiem dziewczę odwzajemnia jego uczucia. Plany wspólnej przyszłości przerywa jednak bestialski mord na rodzinie dziewczyny. Jasnym jest, że i ona jest w niebezpieczeństwie, oboje więc uciekają z Berlina zmierzają w stronę Polski. Po drodze dziewczyna planuje zemstę na mordercach swej rodziny. Próba zemsty kończy się porwaniem dziewczyny. Trafia do bojowników ISIS jako pocieszycielka wojowników Allaha. Młody człowiek postanawia wkraść się w szeregi radykałów by uwolnić swoją wybrankę. Na pierwszy rzut oka ta książka jest więc romansem w sensacją w tle, ale to tylko pozory. I wcale nie dlatego, że opisy scen seksu czy morderstw są bardzo oszczędne.
W jaki sposób zmusić czytelnika do zadawania pytań i głębszych przemyśleń? Skąpa narracja, przedstawianie wyborów życiowych jako czegoś wręcz oczywistego, co nie podlega dyskusji, nad czym nikt nigdy się nie zastanawia. To musi wywołać reakcję sprzeciwu. Jak to, dla Ciebie jest to takie proste? Mówisz, że bohater nie mógł inaczej? A może się mylisz? A udowodnię Ci przed sobą, panie Autorze, że nie masz racji. Marek Weiss zastawił tę sprytną pułapkę na czytelnika wiedząc, że nie znajdzie się spryciarz, który nie wpadnie w jego sidła. I tak się stanie z każdym, kto weźmie tę książkę. Wszystkie pytania sprowadzają się do jednego- gdzie jest granica , której nie można przekroczyć myśląc o własnym interesie, własnym szczęściu? Czy na pewno cel uświęca środki? Czy w imię ratunku jednego człowieka można zabić dziesiątki innych ludzi? Czy na pewno śmierć dziesiątek anonimowych ludzi jest tylko statystyką, a jednej, nazwanej z imienia i nazwiska, tragedią? Pytania, na które nie znajdziemy odpowiedzi, na pewno nikt nam jej nie udzieli wprost.
Bowiem tak już jest na tym świecie, że zbrodnia spotyka się z karą. Choćby zadaną przez anonimowych oprychów z podmiejskiej kolejki.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?