Hideo Yokoyama
Sześć cztery
Hideo Yokoyama Sześć cztery Wydawnictwo Literackie

Niewyjaśniona zbrodnia sprzed lat, policjant, którego córka uciekła z domu, wreszcie kolejne przestępstwo, jakże przypominające tamto niewyjaśnione. Czy tę książkę, określoną mianem japońskiego Millenium, można nazwać kryminałem? A może to raczej książka o funkcjonowaniu wielkiej japońskiej korporacji?

REKLAMA
Komisarz Yoshinobu Mikami ma doprawdy niełatwe życie. Jako szef biura prasowego odpowiedzialny jest za kontakty policji z mediami. Nasz bohater przed laty pracował w terenie ścigając przestępców, teraz jego praca, tylko z pozoru jest bardziej spokojna, choćby ze względu na konieczność godzenia dobra śledztwa z prawem prasy do informacji. Naszego bohatera poznajmy w nietypowej sytuacji. Oto poszukuje córki, która kilka miesięcy wcześniej uciekła z domu. Dla komisarza poszukiwania oznaczają częste wyjazdy, w czasie których ogląda zwłoki nastolatek , które targnęły się na własne życie. Po jednej z takich Podróży Mikami dowiaduje się, iż jest odpowiedzialny za medialne przygotowanie wizyty komisarza generalnego policji. Tokijska szycha przybywa do ich okręgu, by odgrzebać niewyjaśnione morderstwo sprzed lat, to, nad którym bezskutecznie pracował nasz bohater. Zadaniem naszego Komisarza jest przygotowanie wizyty w domu ojca ofiary i ustalenie z prasą listy pytań, które będą zadane komisarzowi generalnemu. Szybko okazuje się, że oba te zadania zaczynają przerastać naszego bohatera. Zaczyna on też podejrzewać, że pod pozorem tej wizyty przygotowywane są przetasowania w policji. Grzebiąc w całej tej sprawie Mikami dochodzi do wniosku, że w toku śledztwa popełnione zostały niewybaczalne błędy. Sytuacja komplikuje się, gdy policja dowiaduje się o porwaniu córki jednego z biznesmenów. Mikami zaczyna podejrzewać kolegów z pracy…
Tak, zgadzam się, że zrobiłem coś niewybaczalnego. Zdradziłem część akcji i zapewne wielu czytelników zastanawia się na jaką karę zasługuję. I wymierzając ją mieliby rację, gdybyśmy mieli do czynienia z kryminałem. Czym w takim razie jest ta książka, jeśli nie powieścią kryminalną, skoro mamy zbrodnię, a nawet dwie, mamy japońską policję, a jak się możemy domyślić, mamy też wymierzenie sprawiedliwości? Otóż ta książka jest traktatem o funkcjonowaniu współczesnej korporacji, gdzie są grupy wsparcia, grupy interesów, koterie zabiegające o przychylność „góry”, są szefowie, którzy drżą o własne posady i zwykli wyrobnicy, których wszelkie zmiany irytują, pozbawiając ich prawa do skonsumowania kawałka należnego im tortu chwały i materialnych korzyści. Wreszcie są kozły ofiarne, poświęcone przed laty, dla wyższych celów, nad którymi roztacza się opiekę, by nie powiedzieli kilku słów za dużo i ci, których wyścig szczurów złamał, uznani za nieprzydatnych, z wmówionym poczuciem winy dogorywają w zaciszu swych domów, niezdolni do komunikacji i najzwyklejszego funkcjonowania. Tak, ta książka jest krytyką działania korporacji, przeżuwającej ludzką materię i wypluwającej ją w chwili, gdy ta jest wyjałowiona. Każdy bowiem, kto wejdzie w jej struktury winien uświadomić sobie, jakim napisem Dante ozdobił bramy piekieł oraz być przygotowanym na to, że korporacja pozbywa się balastu, pozbywa się ludzi nieprzydatnych. Ceniony bracie jesteś, gdy przynosisz korzyści, ale w chwili kryzysu uświadamiane ci jest ile tak naprawdę znaczysz i kim jesteś. I nie myśl, ze w korporacji znajdziesz przyjaciół, jedynie liczyć możesz na sojusze, mniej lub bardziej trwałe, bowiem związane jedynie czasowo zbieżnymi interesami. I taka jest właśnie policja w książce Hideo Yokoyamy, policja, która czasem zapomina, do czego tak naprawdę została powołana.
I zapewne właśnie dlatego ta książka odniosła w Japonii tak wielki sukces.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?