
REKLAMA
Czwórka dzieci w wyniku wypadku samolotowego, trafia w sam środek puszczy amazońskiej. Zdani na samych siebie, próbują przetrwać w groźnej i nieprzewidywalnej dżungli. Ale mając siebie, głowę pełną pomysłów i bogatą wyobraźnię – cóż złego mogłoby się stać?
Jedno z nich – Fred – pragnie zostać odkrywcą, tak więc rozbicie się pośrodku niczego jest dla niego początkiem wymarzonej przygody. Co prawda za towarzyszy ma rówieśników, którzy niezbyt chętnie garną się do niepewnej podroży, ale nic nie może być całkowicie idealne, prawda? Na szczęście zaczynają się przekonywać i współpracować ze sobą, by przeżyć i wrócić do domu.
„Żeby zostać odkrywcą, nie trzeba wyprawiać się do puszczy. Na tym świecie każdy jest odkrywcą. Odkrywanie to nic innego jak uwaga. Wzmożona. Właśnie tego oczekuje od was Ziemia. Jak najbaczniej obserwując otoczenie, na sto procent nie wpadniecie w tarapaty.”
Katherine Rundell mogła być znana polskim czytelnikom ze swojej poprzedniej książki – „Dachołazów”, pełnej optymizmu historii o poszukiwaniach korzeni. „Odkrywca” – historia równie napawająca optymizmem, co wcześniejsza. Równie dobra i wzruszająca, a nagrody, które za „Odkrywcę” otrzymała, tylko potwierdzają jej umiejętności i talent.
Powieść pełna przygód, potrafi przyciągnąć uwagę czytelników ani trochę nie tracąc na realności. Nie ma więc potworów, a jeśli dzieci robią coś niezwykłego, to jest to jak najbardziej zgodne z ich charakterem. Jeśli coś wydaje się być niemożliwym, to jest niemożliwym jedynie w głowie młodego bohatera, bojącego się ryzyka.
Do tego – co jest absolutnie cudowne – mnóstwo pomysłów, jakie przychodzi dzieciom do głowy, bierze się z książek. Fred całe swoje wyobrażenie o tym, jak wygląda odkrywanie i przeżywanie przygód, bierze z powieści, którymi się zaczytuje. Z jednej strony, więc zastanawia się, co na jego miejscu zrobiłby jeden z jego ukochanych bohaterów, po czym próbuje wcielać te rozwiązania w życie. Zaś z drugiej strony – „Odkrywca” ciekawie koresponduje z motywami przygodowymi, będąc trochę laurką złożoną przygodówkom. Laurką, co trzeba dodać, pełną miłości.
Nie można też nie wspomnieć o ilustracjach. Świetnie komponują się z historią, niejednokrotnie dopełniają ją, tworząc zwartą całość. I w przeciwieństwie do niektórych książek ilustrowanych – nie ma tu ani jednej zbędnej grafiki – i każda jest związana z treścią. Poza tym są po prostu piękne – Hannah Horn wykonała świetną pracę.
„Odkrywca” jest miłą lekturą, jedną z takich, po której przeczytaniu czytelnik ma ochotę zacząć ją czytać od początku, by ponownie przeżyć tę sympatyczną przygodę. To taka „feel-good book”, idealna zarówno dla młodszych czytelników, jak i dla dorosłych potrzebujących odrobiny optymizmu i beztroskiej historii.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
