
REKLAMA
1821 rok, Bretania. By ratować swoją rodzinę, grand-mere Ursula poświęca swoje życie. Dotychczasowa podpora rodziny, jednocześnie nieformalna głowa rodu, znika, wraz z nią znika też magia, a przynajmniej o tym przekonana jest rodzina Orchire.
Jednak czas płynie, kolejne pokolenia dorastają, a kobiety w tajemnicy przed męską częścią rodu – a także nieufnymi mieszkańcami miasteczka i podejrzliwym księdzem, próbują zachować tradycję. Powtarzanie rytuałów zdaje się nie mieć większego sensu, skoro żadna z nich nie przejawia zdolności magicznych, jednak sytuacja zmienia się wraz z dorastaniem najmłodszej córki.
O „Tajemnej historii czarownic” trudno powiedzieć w kontekście fabuły cokolwiek, by przypadkowo nie zdradzić za dużo. Dzieje się tu wiele, choć bywa, że jest to odkreślanie z listy kolejnych schematów. Jednak w większości miałką czasem fabułę wynagradza cała otoczka – poczucie magii, rytuały, silnie zarysowane relacje matek z córkami, ciągle unosząca się w powietrzu mgiełka tajemnicy.
„Tajemna historia czarownic” to pozycja mocno kobieca. Bije z niej siła kobiet, ich niezłomność, wola walki, pomimo przeciwności losu. Bohaterki powieści to postaci silne, które pomimo niesprzyjających okoliczności, pomimo podejrzeń i niebezpieczeństw z zewnątrz, dalej robią swoje. Pielęgnują swoje zwyczaje, tradycje, dbają o to, by rodzina się nie rozpadła, czasem tylko działają z ukrycia. Gdy jest groźnie, potrafią się przyczaić, stają się ostrożniejsze, jednak gdy trzeba – bronią swoich praw, bronią słabszych i sprawiedliwości.
„Ponieważ mężczyźni są przekonani, że ich prawem jest mówienie kobietom, jak mają żyć. Decydują, kogo mamy poślubić, w co się ubrać, kiedy wyjść z domu, a kiedy w nim zostać. Niektórzy biją żony i nikt słowem o tym nie wspomni. Pomimo jednak całej swej władzy czują się bezradni wobec takich jak my. Opieramy się. Sprawiamy, że dzieją się różne rzeczy. Wtrącamy się w ich plany, które oni uważają za naturalny porządek. To budzi w nich strach. Mężczyźni nie znoszą się bać, więc nas nienawidzą.”
„Tajemna historia czarownic” to saga rodzinna obejmująca losy pięciu pokoleń kobiet – od połowy XIX wieku aż po II Wojnę Światową. Jednak mimo swojej rozpiętości czasowej, mimo mnogości bohaterek sama opowieść się nie rozchodzi w szwach, płynnie przechodzi z księgi jednej z Orchire’ów do drugiej, prawie idealnie dzieląc czas między piątkę kobiet. To, że udało się Louisie Morgan udało się zachować równowagę między kolejnymi partiami powieści i jednocześnie uzyskać spójną historię, zasługuje na pochwałę.
Choć bije z niej pewna przewidywalność i niejednokrotnie czytelnik ma wrażenie, że gdzieś już coś podobnego czytał, to siła powieści tkwi w jej przesłaniu i głównym motywie historii. To historia silnych kobiet mówiąca o tym, by robić swoje, nawet jeśli wszystko obraca się przeciwko tobie. O tym, że należy wierzyć w siebie i swoją moc, a największą miłością jest ta matczyna.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
