
REKLAMA
Żyjemy na pełnym biegu. W ciągu zaledwie kilkunastu lat zrewolucjonizowaliśmy i zmieniliśmy całkowicie sposób życia. Pośpiech, wszechobecna elektronika, hałas i bodźce dobiegające zewsząd, smog, beton… Czynników zwiększających stres jest wiele, rad na walkę z nim także, ale może najpewniejszym sposobem na odstresowanie się jest natura?
To trochę przerażające, że wciąż muszą powstawać książki przypominające ludziom, że nie należy unikać natury. Coś, co powinno być oczywiste – życie w zgodzie z naturą, przebywanie na świeżym powietrzu i trzymanie zieleni – to wszystko najwyraźniej wciąż musi być powtarzane, przypominane i wykładane czytelnikom jako prawda objawiona.
Jednakowoż Florence Williams robi to poprawnie. Przedstawia kolejne teorie i dowody na swoją tytułową teorię, z którą i bez tego trudno się nie zgodzić – że natura leczy. Nie jest naukowcem, więc i to, co przekażą jej badacze zajmujący się wpływem natury na człowieka (z różnych perspektyw), podaje w formie przystępnej przeciętnemu odbiorcy. Aby jeszcze łatwiej było przyswoić teorie przestawiane przez Williams, autorka podzieliła całą książkę na części w zależności od tego, czy zajmuje się wpływem mózgu, tym, jak działają wędrówki, czy też tym, jak radzić sobie w mieście.
Prócz tego, jest i jeszcze jeden podział, podłóg którego można podzielić książkę „Natura leczy” – według krajów, które Florence Williams odwiedziła, by zebrać materiały do swojej pracy. Japonia, Korea Południowa, Stany Zjednoczone, Szkocja czy Finlandia – każde z innym pomysłem, jak zrównoważyć postęp technologiczny z potrzebą przyrody. Niektóre – jak USA – niekoniecznie mają już gotowe rozwiązania i tu Williams głównie wytyka błędy i wskazuje, co samemu można zrobić dla poprawy. Inne zaś stawiane są wzór – tu głównie podawana jest Finlandia, gdzie jak wiadomo, większa urbanizacja nastąpiła dopiero czterdzieści lat temu, a kraj wygrywa we wszelkich rankingach szczęśliwości i piękności, jakie można byłoby wskazać.
Tyle że trochę taki kontrast nie ma sensu. Oczywiście, oba kraje się różnią, czasem można byłoby je postawić na przeciwnych krańcach wykresu, ale nie można przenosić wszystkiego, co zrobili dobrze Finowie na ziemię amerykańską, co czasem zdaje się sugerować Williams. Nie tylko dlatego, że oba kraje mają zupełnie inne ukształtowanie geograficzne, inny współczynnik urbanizacji i obecności natury w miastach, ale także z powodów kulturowych, z powodów istniejących tradycji. Trzeba poszukać dla każdego kraju własnego rozwiązania, w zależności od ich możliwości, warunków geograficznych czy klimatycznych.
Jednakże warto pochylić się nad radami zamieszczonymi przez Williams. 5 godzin w miesiącu spędzonych na spacerze na łonie natury – to rada fińska, kąpiele w zieleni – to praktykują Japończycy, czy piesze wędrówki do serca lasu, gór – to z kolei zalecają Szkoci. Czy to rzeczywiście wystarczy, by poczuć się lepiej? Z pewnością przyrody należy się trzymać, należy mieć ją w pobliżu, zwłaszcza, że to ona najlepiej poprawia ludziom samopoczucie, zieleń odstresowuje, a dźwięki natury wyciszają i zmniejszają ciśnienie. Pytanie pozostaje tylko, jak skutecznie wprowadzić przyrodę do swojego obecnego trybu życia? Odpowiedź Florence Williams pozostawia czytelnikowi.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
