
Jedyny ocalały z apokalipsy przemierza warszawskie ulice. Nie interesuje go istota kataklizmu, dzięki któremu zyskał upragnioną samotność. Najbardziej zainteresowany jest pozostawionym za sobą dotychczasowym życiem i rozkoszuje się świeżo zdobytą samotnością. tak zaczyna się najnowsza książka Jerzego Pilcha.
REKLAMA
Autora tej książki przedstawiać chyba nikomu nie trzeba. Jerzego Pilcha zna każdy miłośnik dobrej literatury, choćby ze znakomitego studium alkoholizmu, czyli książki „Pod mocnym aniołem”. Możemy więc darować sobie samego Autora i skupić się na samej książce. Jej narratorem jest Jerzy Andrzej Kubica, w którym każdy miłośnik książek Pilcha rozpozna samego Autora. Znajdziemy więc w samej książce rozważania nie tylko na temat sztuki, ale także swoiście rozumianego hedonizmu. To Piechowskie upodobanie do czerpania z przyjemności życia oznacza przede wszystkim spożywanie alkoholu i korzystaniu z kobiecych wdzięków. Jedno i drugie oznacza kłopoty. Alkohol wypity w sporych ilościach nie skutkuje tylko kacem, ale i chorobami, relacje damsko męskie, oznaczają wejście w swoistą grę, w której obie strony dążą do tego, by jak najmniejszym kosztem uzyskać jak najwięcej korzyści dla siebie. Jeśli mężczyzna poszukuje nieskrępowanego seksu to celem kobiety będzie ustabilizowany, po mieszczańsku, związek. Swoboda seksualna nie istnieje, a marzenia o niej przynoszą jedynie rozczarowanie.
Właściwie to „Żywego ducha” należy odczytywać jako spowiedź z życia Autora, forma, po którą Pilch dość często sięga. Znajdziemy więc sporo autoironicznych wstawek Autora i nieco mrocznego poczucia humoru. A tak naprawdę to znajdziemy w niej alegorię prawdziwej samotności, która polega na samo pozbawieniu świata, choćby z powodu wybujałego ego lub poczucia wyższości nad otoczeniem, słowem stale pojawiający się, u Pilcha, wątek. A jego nadmierna eksploatacja spowoduje, że książka może znużyć największych miłośników prozy Autora.
A szkoda.
