Jørn Lier Horst "Nocny człowiek"
Jørn Lier Horst "Nocny człowiek" Wyd. Smak Słowa

REKLAMA
„Poza tym pomagał katu w usuwaniu ciał po egzekucjach i grzebaniu ich za murami miasta. Brudna robota, którą wykonywano nocą. […] I to nocny człowiek miał za zadanie umieścić ściętą głowę na palu.”
Pośrodku rynku w Larvik zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny - głowa wbita na pal. Sprawa szybko nabiera rozgłosu, gdyż zamordowaną jest nastolatka. Sprawa morderstwa zostaje przydzielona Wistingowi, któremu przyjdzie się zmierzyć z bojówkami skrajnej prawicy, szukającym sławy szefem, kolejnymi zwłokami, a także przemytnikami i dealerami.
Jak zwykle u Horsta akcja biegnie wartko, dwie równolegle prowadzone narracje gładko się przeplatają, ukazujące tym samym, jak wiele zależy od perspektywy. Wszak i ojciec, i córka zajmują się tą samą sprawą (tym razem Horst nawet nie udaje, że Line pracuje nad czymś innym i tylko przypadkowo obie rzeczy się łączą), dzieli ich tylko to, po której stronie stoją.
Może i wykorzystywanie tego samego schematu w niemal każdej książce jest ze strony Horsta decyzją niezwykle leniwą, decyzją, która sprowadza się do odhaczania kolejnych punktów z listy, ale ta dwutorowość fabuły jest czymś dla Horsta charakterystycznym. Do tego za każdym razem jest to jakoś modyfikowane – bardzo delikatnie, ale jednak – i nieco inna jest dynamika między ojcem a córką (współpraca, rywalizacja, całkowita separacja itd.). Tym razem oboje pracują nad sprawą morderstwa nastolatki, a jedyną różnicą między nimi jest to, że Line patrzy na całość jako dziennikarka, a Wisting jako policjant. Córka musi jak najlepiej sprzedać historię i dotrzeć do niej jako pierwsza, ojciec zaś złapać winnego.
Seria o komisarzu Wistingu jest, w porównaniu z typowymi kryminałami skandynawskimi, serią gatunkowo bliską klasycznym powieściom detektywistycznym. Choć zbrodnia, którą bada Wisting, jest brutalna, to cała oprawa, cały sposób prowadzenia śledztwa podobny jest do metod Herkulesa Poirot czy panny Marple. Innymi słowy więcej tu samodzielnej pracy detektywistycznej, aniżeli wykorzystywania technologii. Nawet, gdy w grę wchodzi sprawdzenie jednego z wątków, Wisting sprawdza go sam, choć na zdrowy rozsądek, łatwiej byłoby zadzwonić czy sprawdzić to w internecie. To miłe posunięcie – z jednej strony wyrównuje szanse czytelnika w rozwiązywaniu zagadki, z drugiej – ukłon w stronę klasycznych kryminałów.
„Nocny człowiek” to piąty tom serii o komisarzu Wistingu, sadze wydawanej po polsku w kolejności przypadkowej, jakby kolejne części tłumaczono na podstawie wyboru w rzucie kostką. Jest to denerwujące, bo choć, jasne, tomy nie są aż tak mocno powiązane między sobą, by nieznajomość tomu poprzedniego mogła popsuć lekturę tomu bieżącego, to jednak kolejność potraktowano tu zbyt luźno. I może dla osób dopiero wkraczających w świat zagadek Wistinga to, czy czytają tom piąty, ósmy czy jedenasty, jest czymś obojętnym, to jednak na dłuższą metę jest to denerwujące. Zwłaszcza, że po siódmej z kolei części wytrwały czytelnik nie wie już, czy Line jest matką, czy może jeszcze nie, czy Wisting jest już po awansie, czy może jeszcze nie…
Horst nie pisze wybitnie, ale jego książki zapewniają rozrywkę, zaś bohaterów trudno nie polubić. Nie są to powieści, których serię można pochłonąć tom po tomie, ale są idealne jako przerywnik pomiędzy innymi lekturami.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?