
Okinawę nazywa się czasami najmniej japońską częścią Japonii. Nic dziwnego, wszak częścią Cesarstwa stało się dawne królestwo Riukiu, dopiero w 1879. Turyści mogą być zaskoczeni nie widząc na Okinawie śladu samurajów czy gejsz. Okinawa, która miała powstrzymać amerykańską inwazję, była jednocześnie najdłużej okupowaną częścią kraju, przez co proces integracji z resztą kraju, musiał na nowo rozpocząć się w 1972 roku. Okinawa....
REKLAMA
Czytając tę książkę uświadomiłem sobie jak niewiele wiem o Japonii, o jej złożonej historii czy specyfice japońskiej duszy. Okinawa jest chyba najmniej znaną częścią Japonii. Bliska jest raczej historykom wojskowości czy miłośnikom karate, choć i w tych dwóch grupach kultywuje się mity o tej wyspie, zniekształcające jej historię. Tymczasem wbrew mitom, wynikającym z tego, że karate nie pozostawiło po sobie spuścizny piśmienniczej, co pogłębia fałszywe mity, z którymi w swojej książce rozprawia się Stanisław Meyer, japonista specjalizujący się w historii Okinawy.
W tej niepozornej książce znajdziemy historię królestwa Riukiu w pigułce. Królestwo to prowadziło równorzędne stosunki dyplomatyczne i handlowe zarówno z Chinami, Japonią, jak i Koreą. Poznamy więc zarówno kulisy tej polityki, jak również stosunki wewnętrzne, swobodnie kształtowane przez królewskich urzędników. W czasie lektury poznamy więc zarówno gospodarkę poszczególnych wysp, jak i reakcje ludności na niejednolity system podatkowy. Najbardziej zajmująca jest jednak ta część książki, która opowiada o integracji wysp tworzących Królestwo Riukiu z resztą kraju. Nasuwające się analogie nie pozostawiają złudzeń. Oto Japończycy jawić się nam będą jako dość bezwzględni nacjonaliści, którzy pogardzali nowymi współobywatelami, co nie przeszkadzało wykorzystywać potencjału ludności nowych terenów, w prowadzonych wojnach. A przecież mieszkańcy Okinawy dość szybko zaczęli się identyfikować z resztą kraju i zaakceptowali japońskie rządy. Tymczasem te zwalczały resztki odrębności Okinawy, choćby przez walkę z odrębnym dialektem, co można oczywiście tłumaczyć względami wojskowymi. Danina krwi, jaką złożyła od 1931 po 1945 rok, Okinawa, była przerażająca – 149 tysięcy żołnierzy i około 94 tysięcy cywili poległych w czasie obrony archipelagu. Co trzeci mieszkaniec dawnego Królestwa stracił życie w imię japońskiej supremacji. Dodatkowo do 1972 roku Okinawa byłą okupowana przez Amerykanów, zaś amerykańskie bazy wojskowe istnieją tu do dnia dzisiejszego. A jednak, co dziwi statystycznego mieszkańca środkowej Europy, piszącego te słowa, opisany wcześniej stan rzeczy nie sta się pożywką dla lokalnych nacjonalizmów.
I to ostatnie nie tylko dziwi, ale i wywołuje zazdrość.
