
Od kilku lat domorosłe Kasandry wieszczą nam upadek naszej cywilizacji. Obcy ante portas, zagrażają nam, odbiorą nam naszą tożsamość, nie tylko przez swą zdolność prokreacyjną, ale też dzięki terrorowi. Quo vadis, Szwecjo,quo vadis Europo, możemy zapytać po lekturze tej książki, zwłaszcza, że jej Autor kreśli kronikę kryzysu socjaldemokratycznej wizji przyszłości tego kraju.
REKLAMA
Lars Vilks należy do tych artystów, którzy uwielbiają prowokować i szokować odbiorcę, dzięki czemu stara się zmusić ich do refleksji na temat współczesnego świata. Sztuka musi wywoływać emocje, musi wywoływać dyskusje wśród odbiorców i ścieranie się określonych poglądów. Niestety w starciach tych decydującym jest często argument brutalnej siły, wynikająca z rzeczywistego, lub wmówionego, gniewu. Vilks narysował w 2007 karykaturę Mahometa. Tym samym złamał, w oczach muzułmanów, zakaz przedstawiania wizerunku ludzkiego, a jednocześnie upokorzył ich, kpiąc z ich Proroka. Możemy dywagować na temat słuszności gniewu, czy granic wolności, możemy zacząć narzekać na wyznawców Proroka, odmawiając im ludzkich reakcji, czy przynależności do naszej cywilizacji. Nie jest to jednak ani tematem tej książki, ani też przedmiotem o niej rozważań.
Czy wolnością słowa można usprawiedliwić wszystko? Niklas Orrenius spędził z Visem cały rok, dzięki czemu mógł nakreślić nie tylko jego drogę twórczą, ale i motywacje artystyczne. Tragedia Vilksa polega na tym, że artysta ten do końca swego życia będzie więźniem we własnym kraju, człowiekiem, który nigdy nie zazna właściwej zwykłemu człowiekowi, swobody ruchów. Nie mniejszy ból sprawia artyście świadomość, że oto jego przykład staje się narzędziem w populistycznej narracji. A przecież rasizm i ksenofobia była dla niego nie tylko obca, ale i wstrętna. Chyba właśnie dlatego książka ta jest swoistym portretem rasizmu, wynikającego z niechęci i niewiedzy. Liberalna dotąd Szwecja stać się może, co zdają się potwierdzać wyniki tegorocznych wyborów, matecznikiem rasizmu. Każdemu z nas można bowiem wmówić wszystko, o ile poddani zostaniemy odpowiednio długiemu naciskowi. Strach to uczucie towarzyszące każdemu z nas, zaś najłatwiej można wmówić ciągłe i narastające zagrożenie. Co więc czeka Szwecję w najbliższych dziesięcioleciach? Czy stanie się krajem ksenofobicznym? A jeśli nie, to w jaki sposób zawróci z tej drogi? Czy możliwa jest dziś pełna i nieskrępowana wolność wypowiedzi, czy naszą przyszłością będzie jej stopniowe ograniczanie?
Tak postawione pytania można postawić w przypadku każdego kraju w Europie. I w każdym przypadku odpowiedź może nas zaniepokoić. Lubimy bowiem siebie takimi jakimi jesteśmy naprawdę. Cenimy sobie swobodę przemieszczania się i osiedlania. Przyzwyczailiśmy się też do swobodnej wymiany myśli i poglądów. Czy przyszłość nam to zabierze?
Miejmy nadzieję, że nie.
