
REKLAMA
W Three Pines wielkimi krokami zbliża się turniej curlingowy – najważniejsze wydarzenie w okolicy. W samym środku meczu ginie CC de Poitiers, kobieta tak bardzo nielubiana, że każdy mieszkaniec miałby motyw, by ją zabić. Lista podejrzanych jest długa, sposób zbrodni nietypowy, a kłopotów co nie miara.
Do sprawy zostaje zaangażowany Armand Gamache, który już raz rozwiązał zagadkę morderstwa w Three Pines. Morderstwo zdaje się być jeszcze trudniejsze niż poprzednie, dodatkowo ofiarą jest kobieta, która niedawno zamieszkała w domu mordercy z poprzedniego tomu. Można więc rzec – chichot losu. Co prawda mieszkańcy są już dobrze znani Gamache’owi, ale paradoksalnie tworzy to tylko kolejne problemy. I choć morderca zdaje się być oczywisty, to pewności nie ma.
„Zabójczy mróz’ jest de facto kryminałem świątecznym – powieść rozpoczyna się okresem gorących zakupów przedświątecznych, wokół już tylko przygotowania do Bożego Narodzenia, gotowanie, ozdabianie, ostatnie gorączkowe poszukiwania prezentów. W sam środek tej przyjaznej i ciepłej atmosfery wrzucona zostaje C.C. de Poitiers – mistrzyni w odpychaniu od siebie ludzi, ambitna i okrutna egocentryczka. To ona wprowadza pełen zgrzyt, sprawia, że cały klimat świąteczny gdzieś znika. A im dalej toczy się śledztwo, tym bardziej Penny zdaje się zapominać, że śledztwo toczy się w czasie świąt – cała uwaga jej i mieszkańców Three Pines skupiona jest na turnieju curlingowym.
„Za nimi rozmowy szumiały i cichły, słychać było wybuchy śmiechu, stukanie trącanych o siebie kieliszków. Nikt nie opłakiwał CC de Poitiers. Three Pines nie zubożało od jej straty. Zostawiła po sobie smród, który teraz się rozwiewał. Three Pines wydawało się lżejsze i jaśniejsze po tej śmierci.”
Ciekawie się rozwija wątek zespołu pracującego pod kierownictwem Gamache’a. Zdaje się, że to będzie taki powracający motyw – komisarz biorący pod skrzydła kolejnych młodych, dopiero rozpoczynających swoją pracę, policjantów, uczący ich i przekazujący im swoje mądrości. W tym tomie, takowym adeptem jest Lemieux – bohater dużo sympatyczniejszy i empatyczny aniżeli Yvette Nichol, która Gamache’owi będzie się chyba śniła po nocach. Swoją drogą, ta pojawia się ponownie w serii, niczym zły duch. Sam wątek jej rozwijających się relacji z Gamachem i zmieniająca się między nimi dynamika jest świetnie poprowadzony, do tego wprowadza pewien zamęt w zespole i mąci w pracy. A to wszystko pięknie komplikuje i utrudnia śledztwo.
Widać pewien progres w stosunku do pierwszego tomu. Może to kwestia zagadki, może bohaterów, a może rozpisanej fabuły, ale „Zabójczy mróz” jest dużo ciekawszy i bardziej dynamiczny. Całość jest też spójniejsza – choć jak poprzednio rozpisano wątki mieszkańców, to jednak są mocniej powiązane z główną zagadką i całość się nie sypie. Jest więc lepsza warsztatowo i nieco fabularnie. Może nie sprawia to, że „Zabójczy mróz’ jest świetnym kryminałem – do tego jeszcze trochę brakuje, ale jest lepszy niż pierwszy.
„Zabójczy mróz” podobnie jak swoja poprzedniczka oplata swoją fabułę wokół sztuki. I tak jak w „Martwej naturze” było to malarstwo, tak tu – poezja. Poezja, która nie jest może zła, ale także i nie powala na kolana. I to jest dobre podsumowanie całej książki. A jeśli utrzyma się postęp między pierwszym a drugim tomem, to trzeci zapowiada się jeszcze lepiej.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
