
Uwielbiamy wszystko, co ma posmak sensacji, wszystko, co wydaje nam się zakryte doszukując się w tym sensacji. I chyba waśnie to spowodowało, że sięgnąłem po „Kulisy warszawskiego ratusza”
REKLAMA
Jacek Wojciechowicz przez 10 lat zajmował się warszawskimi inwestycjami, architekturą i komunikacją. W tym czasie zrealizowane zostały inwestycje za ponad 30 mld zł, a stolica została przygotowana na Euro 2012. Docelowo miał pełnić rolę kozła ofiarnego w aferze reprywatyzacyjnej. Dziś, w rozmowie z Magdaleną Rigamonti, ujawnia kulisy swej pracy, nie atakując, co cenne, swojej szefowej, Hanny Gronkiewicz- Waltz.
Przyznam szczerze, że jako Poznaniaka z wyboru, książka ta mnie za bardzo nie zainteresowała. Ot, kolejna książka o „salonach warszawskich”, które rządzą się własnymi prawami. Zupełnie inaczej jednak patrzę na nią, z pozycji zawodowej. Zarówno księgowi, jak i specjaliści od struktur organizacyjnych, muszą mieć przestrzenną wyobraźnie, bowiem tylko dzięki niej, mogą realizować postawione przed nimi zadania. Przeprowadzenie jakiejkolwiek inwestycji to proces, który wymaga zarówno dobrej organizacji, jak i umiejętności zarządzania ryzykiem i radzenia sobie z kryzysowymi sytuacjami. A tego, jeśli wierzyć przekazowi książki, Wojciechowiczowi nie zabrakło.
Samych warszawiaków zapewne najbardziej zainteresuje domniemana rola Wojciechowicza w aferze reprywatyzacyjnej i kulisy jego dymisji. Rola kozła ofiarnego, jaką miał pełnić, musiała bardzo zaboleć, bowiem ocena funkcjonowania PO pod kierownictwem Grzegorza Schetyny, jest bardzo ostra i dla wielu, niesprawiedliwa. Musimy jednak pamiętać, że sam zainteresowany walczy o swoje dobre imię, do czego ma prawo. Nikt bowiem nie jest winny, dopóki nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem, a sposób odwołania Wojciechowicza, zakrawał na lincz. Nie dziwmy się więc, że Zainteresowany walczy o swoje dobre imię, zwłaszcza, że sam bierze udział w wyborach na fotel prezydenta miasta Warszawy.
Czytajmy więc tę książkę, jako stanowisko w danej sprawie, nie zaś jak prawdę objawioną. Na tę bowiem przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.
