
Dziecięca trauma, której nie sposób wyleczyć. Te odwieczne pytania o pochodzenie, czy dochodzenie przyczyn ciągłego odrzucenia. Potrzeba akceptacji i znalezienia odpowiedzi na te banalne w sumie pytania. Słowem Marek Harny ze swoimi Snami wojennymi.
REKLAMA
Magdalena studiuje prawo, ale częściej niż na wykładach można ją spotkać w modnych klubach studenckich i restauracjach. Dziewczyna korzysta z życia i cieszy się powodzeniem u mężczyzn. W jej zabawie dostrzec można jednak chęć ucieczki i rozpaczliwą wręcz potrzebę akceptacji. Dziewczynka nosi w sobie traumę odrzucenia, którą po raz pierwszy zaznała na nowosądeckim cmentarzu. Tam była świadkiem sceny, w której nieznana kobieta obrzuca obelgami jej matkę. Dziewczynka instynktownie czuje, że niechęć obcej kobiety wymierzona jest również w nią samą. Kiedy matka pozostawia dziewczynkę pod opieką rodziny, znika i nie daje po sobie znaku życia, Magdalena może tylko dociekać wśród tajemniczych rozmów dorosłych, swego pochodzenia i innych wielkich tajemnic rodzinnych. Nic więc dziwnego, że jako studentka szukać będzie akceptacji otoczenia.
Naszą bohaterkę poznajemy w chwili, gdy dzięki znajomości z wpływowym prokuratorem, stara się o możliwość zapoznania się z aktami hitlerowskiego zbrodniarza. Strzępy rozmów dziadków każą jej domniemywać, że jest ona biologiczną córką szefa gestapo w Nowym Sączu. To, co dzieje się w umyśle Magdaleny, zrozumie każdy, kto przez lata zastanawiał się, skąd pochodzi jego ród. Dziewczynie nic nie daje kosmetyczna zmiana nazwiska, ludzie i tak wiedzą swoje, a plotki potrafią przemierzyć wiele kilometrów. Wydaje się, że jednym dla niej ratunkiem jest poznanie prawdy i zaszycie się gdzieś, gdzie nikt o niej nie słyszał. Czy taki scenariusz jest jednak możliwy?
Narracja książki toczy się dwutorowo, by wreszcie, na samym końcu wejść w lata na współczesne. Poznajemy z jednej strony wojenne losy Krystyny, matki Magdaleny, by za chwilę zmierzyć się z dylematami i słabościami dziewczyny. Dzięki temu zaczynamy rozumieć, że nic nie jest oczywiste, że nie każdy zamordowany w czasie wojny był bohaterem i męczennikiem, ja też nie każdy wyniesiony na pomniki. Ocena ludzka, tak złudna i myląca, bywa niesprawiedliwa i naznacza na całe życie. To wszystko może przełożyć się i często przekłada na życie osobiste, naznaczając często całe pokolenia. I trzeba wiele hartu ducha, by wyzwolić się z takiego spadku jaki daje nam los, trzeba wiele siły, by zwalczyć demony przeszłości.
Bo przecież potrafią powrócić w najmniej spodziewanym momencie.
