
Co czuje rodzic, gdy nagle traci kontrolę nad losami swego dziecka? Cały instynkt rodzicielski zostaje przestawiony z opieki na uporczywe poszukiwania śladów i odgadywana przyczyn. Rodzicie zaginionego dziecka nie tylko nie znają losów swego potomka, ale nawet nie wiedzą czy ono w ogóle żyje.
REKLAMA
Wydarzenia opisywane w książce Anny Fryczkowskiej wydarzyły się naprawdę. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych w województwie zachodniopomorskim zaginęło kilku chłopców, a sprawa ich zaginięcia nigdy nie została wyjaśniona. Marcowe dzieci miały już nigdy nie dorosnąć, a ich losów nigdy nie poznała opinia publiczna. Ta historia wstrząsnęła całą Polską, by rozmyć się w morzu medialnych newsów. Teraz, przypomniana dzięki serii „Na F/aktach”, znowu ma szansę poruszyć sumienia empatycznych rodziców, którym dane jest nadal wychowywać swoje dzieci.
Założeniem serii „Na F/aktach” jest przypomnienie czytelnikowi o dawno zapomnianych zbrodniach w sposób niekonwencjonalny. Żadna z książek, które się w niej do tej pory ukazały, nie jest sztywnym, reporterskim opisem akt. Autorzy otrzymują swoiste ramy, w których będą poruszać się w czasie pisania, oraz swobodę w potraktowaniu całego tematu. Ta swoboda pozwala na wyeksponowanie nie tyle motywów działania, co psychologicznej strony sprawcy, ofiary bądź też mimowolnego świadka tragicznych wydarzeń. I tak jest właśnie w tej książce. nie zaginione dzieci, ale ich rodzice, a właściwie jedna z matek jest prawdziwą bohaterką tej książki. Matka Szymona nie potrafi zaakceptować zbagatelizowania sprawy przez policję. Nie wierzy w sugerowaną ucieczkę swego syna, podejmuje walkę o nadanie sprawy rozgłosu, po to, by cała Polska, aż do skutku szukała jej ukochanego syna. Jednocześnie kobieta nie przyjmuje do wiadomości faktu nieobecności dziecka. Łóżko chłopca jest starannie pościelone, przygotowany jest ręcznik, krzesło w kuchni, wszystko po to, by powracający Szymon mógł spożyć posiłek, umyć się i przebrać. To postępowanie po latach będzie dziwić młodszego syna, który dostrzeże, iż dla matki liczy się ten zaginiony, a on sam, wraz z ojcem, zejdą na drugi plan. Nietrudno się domyślić, że sytuacja ta nie służy całej rodzinie. Wprawdzie kobiecie zdarzają się momenty troski o młodszego syna, ale są one wynikiem chorobliwego strachu prze zaginięciem tego, który jej pozostał. Kiedy kobieta nawiązuje kontakt z rodzinami innych zaginionych dzieci, jej dziwactwa przechodzą w wyalienowanie, by po latach stać się obłędem.
Tak, ta książka jest uderzeniem w głowę każdego empatycznego rodzica. Czytelnik w czasie lektury będzie czuł przemożną ochotę sprawdzenia co dzieje się z jego potomkiem, co wrażliwsi zaczną się obawiać powtórzenia całej historii. I nie jest ważnym, że „nasze dzieci nigdy by tego nie zrobiły”, atawistyczny lęk rodzica jest zbyt silny, by nad takimi wydarzeniami przejść do porządku dziennego.
