Leonard Cohen
Płomień
Wiersze, piosenki, fragmenty notatników
Leonard Cohen Płomień Wiersze, piosenki, fragmenty notatników Wydawnictwo Rebis

Stworzenie które mówi „ja” i „moje” Nie musi czerwienić się ze wstydu- Podobnie jak jeziora i góry Ego zostało stworzone I jest święte

REKLAMA
Leonard Cohen. Dla mojego pokolenia nazwisko to znaczy wiele. Błękitny prochowiec, Alleluja czy choćby Partyzant. Te piosenki śpiewało się na imprezach zakrapianych niedrogim winem wytrawnym i słuchało się odtwarzane z wysłużonych płyt analogowych. Czarował nas jego chrapliwy, mało artystyczny głos, wiedzieliśmy jednak, że tylko on pasuje do wykonywanych utworów. Sam głos byłby jednak niczym, gdyby nie wspaniała muzyka i te słowa, w których Cohen opisywał Boga, bardziej przyjaznego człowiekowi i samego człowieka, ludzkiego do szpiku kości.
Płomień to ostatni tomik poezji boskiego Leo, zawierający nie tylko ostatnie wiersze czy piosenki, ale również fragmenty notatników Poety i mniej, lub bardziej udane autoportrety. Prace nad wyborem utworów do niniejszego tomiku zakończyły się dosłownie w przeddzień śmierci Cohena i śmiało można rzec, że tomik ten jest niczym ostatnie wyznanie japońskiego poety, który w ostatnim wierszu pragnie podsumować cały swój dorobek. Bowiem Płomień jest obrazem Poety zarówno wrażliwego i romantycznego, jak też przygnębionego i niepewnego siebie, buntownika i syna marnotrawnego powracającego do judaistycznej spuścizny. Cohen jak zwykle zaskakuje. Tylko w jego tomiku znajdziemy zarówno elegię o upadającej synagodze w Los Angeles z podziękowaniem dla Heather za dane mu podniecenie, tylko on może połączyć sacrum i profanum w sposób, który nie będzie razić ani pobożnego, ani ateizowanego czytelnika. Bowiem temat się nie liczy, w poezji liczą się bowiem nie intencje piszącego, a indywidualne odczucia czytelnika. I zapewne tyle będzie opinii o tym tomiku, ilu jest czytelników.
A tytuł? Czyż nie nawiązuje do znamiennego „Kto w płomieniach”?
Czytajmy więc….