
Sylwetki dwudziestu marszałków Armii Czerwonej z okresu stalinowskiego? A może jasny przekaz o tym, w jaki sposób nie należy dobierać kadr dowódczych? Książkę Jurija Wiktorowicza Rubcowa możemy odczytywać na kilka sposobów.
REKLAMA
Do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy : pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Ta niezbyt odkrywcza myśl, wypowiedziana przez Napoleona Bonaparte, kryje w sobie receptę na sukces nowoczesnej wojny. Sukces ma swoje źródła w zasobach, które dana strona konfliktu może przeznaczyć do prowadzenia walki. Nowoczesna wojna wymaga jednak nie tylko posiadania zasobów, ale też umiejętne ich wykorzystanie. Brak świadomości tej drugiej prawdy może być przyczyną klęski, lub powodem do zawarcia niekorzystnego pokoju. Nic więc dziwnego, że wszystkie armie świata dokładają starań, by wykształcić jak najlepszą kadrę dowódczą, mając świadomość, że sprawne dowodzenie jest równie ważne, jak ważny jest doskonały sprzęt wojskowy i sprawnie wyszkoleni żołnierze. Czytając biogramy dwudziestu marszałków Armii Czerwonej wydawać by się mogło, że młode ZSRR robiło wszystko, by armia dowodzona była przez lojalnych i ideowych komunistów, a nie przez sprawnych dowódców. Stara jak świat zasada divide et impera, znalazła zastosowanie w państwie Stalina, którego pragnienie permanentnej kontroli owocowało skłócaniem nie tylko kadry partyjnej, ale i dowódczej, a ci oficerowie, których lojalności dyktator nie był pewien, byli usuwani ze stanowisk i mordowani. Starzy, ideowi komuniści, których wiedza wojskowa zatrzymała się na etapie I wojny światowej, nie przyjmowali do wiadomości istnienia wielu technologicznych nowinek, możliwych do zastosowania na polu walki, oraz nie mieli świadomości, że przeciwnik opracował nową taktykę walki, polegającej na koncentracji zasobów i uderzania w jednym, konkretnym kierunku. Słowo taktyka, dopuszczające wycofywanie się na upatrzone wcześniej pozycje, łatwiejsze do obrony i przeprowadzenia kontrataku, było dla ideowego komunisty czymś obcym. Nic więc dziwnego, że wielu z radzieckich marszałków, a także oficerów innych szczebli dowodzenia, uczyło się taktyki w czasie walk, marnując tym samym zasoby i przedłużając tym samym wojnę.
Ale nie tylko o zmarnowanych szansach pisze w swojej książce Rubcow. Ta książka traktuje również o wewnętrznych walkach ludzi, którzy byli jednocześnie ofiarami reżimu, jak i współsprawcami wielkich zbrodni. Każdy z nas bowiem staje twarzą w twarz z koniecznością dokonania wyboru i często nie jest to wybór iluzoryczny, ale w pełni świadome współuczestnictwo w zbrodni. Oczywiście pokusa była wielka. W czasie czystek czy zmiany rządów, wojskowi stają przed niepowtarzalną często szansą na zrobienie kariery, na przeskoczenie kilku szczebli. Ta pokusa, zwłaszcza w czasie pokoju i przy okazji tworzenia nowych formacji, bywa nie do odparcia. Czyż jednak taki kompromis jest wart twardej oceny potomnych?
Złapałem się na tym, że czytając tę książkę, myśląc o niej, przywoływałem doświadczenia polskiej armii z ostatnich trzech lat. W dziwny sposób zacząłem dopatrywać się analogii i dostrzegłem niebezpiecznie wiele podobieństw. Oby to było jednak złudzenie, obyśmy nie doświadczyli, jako naród, takiej obrony przed możliwym atakiem.
