
Pierwsze tygodnie 1919 roku. Do stolicy Wielkopolski przybywa dawny oficer armii pruskiej i powstaniec wielkopolski, Antoni Fischer. Nasz bohater ma służyć w ponownie organizowanej policji. Zaledwie kilka godzin po przyjeździe staje przed koniecznością wyjaśnienia tajemniczego morderstwa.
REKLAMA
W nowej pracy nasz bohater pokazał, iż kryminalistyka jest jego wrodzonym talentem. Zmysł obserwacyjny, wrodzona ciekawość i odwaga dawnego oficera frontowego są atutami w dużym mieście. Fischer jest mieszkańcem Jeżyc, a dla takich półświatek z Chwaliszewa czy Mostowej jest nieco egzotyczna. I nie chodzi tu o poznańską gwarę, ta jest czytelna dla wszystkich, nasz policjant musi pojąć, że czasami przestępca jest najlepszym sojusznikiem stróża prawa.
Pierwsze tygodnie wolnego Poznania nie dla wszystkich są wypełnione entuzjazmem. Na pewno nie cieszą się pozostali w Poznaniu Niemcy, choć dla wielu z nich język czy religia są rzeczą wtórną. Poznań, to mała ojczyzna, w której odpowiedzi udziela się w tym języku, w jakim zostali zagadnięci. Nie wyrażają również entuzjazmu drobni przestępcy, choć są zadowoleni z tego, że nowo organizowana policja, jest jeszcze wobec nich bezradna. Tu entuzjazm przykrywany jest koniecznością zarabiania na życie i nie jest ważnym, że wspólnik od włamań nosi niemieckie imię. To chłopak z podwórka, szczun, z którym grało się w cymbergaja, biegało po Mostowej i na Grochowe Łąki po kankę wódki Kantorowicza. W tym środowisku na nacjonalizm nie ma miejsca, tu liczą się inne zasady. A jednak, kiedy taki mieszkaniec Chwaliszewa odnajduje ślad pracy obcego wywiadu, budzi się w nim sprzeciw, bowiem ktoś narusza jego święty kodeks. I właśnie według tej zasady Antoni Fischer może współpracować z Tolkiem Grubińskim, który niejedno mieszkanie obrobił, a i kosą potrafi się posłużyć. Jutro znów będą stali po przeciwnych stronach granicy, na razie zaś są sojusznikami, bo i sprawa jest wyjątkowa.
Ryszard Ćwirlej po raz kolejny udowodnił, że w pisaniu kryminałów retro osiągnął mistrzostwo. Poznań sprzed stu lat, nowo organizowana wyższa uczelnia i te urokliwe uliczki, których nie zdołały 25 lat później, doszczętnie zniszczyć odziały Czujkowa…. To wszystko nasz Autor opisał w sposób tak plastyczny, że czytelnik ma wrażenie, iż jest oprowadzany po tym starym, kochanym Poznaniu, wchodząc nie tylko do restauracji, ale i podłych spelun, w których załatwia się szemrane interesy, więc nie warto zadawać w nich jakichkolwiek pytań. To książka, którą czyta się nie tylko dla rozrywki, to też pomnik, który postawił Autor Poznaniowi sprzed stu lat.
I chwała mu za to
