Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska
Inna kobieta
Największą karą za romans jest sam romans
Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska Inna kobieta Największą karą za romans jest sam romans Wydawnictwo WAB

Kobiety chyba uwielbiają bajki. Te słowa przebiegły mi przez głowę w czasie czytania tej książki. Jest w niej wszystko, co jest charakterystyczne dla gatunku romansu tragicznego. Wszystko prawdziwe, oprócz jednego tylko bohatera. Mężczyzny.

REKLAMA
Klasyczny trójkąt małżeński. On, zapracowany, niespełniony w małżeństwie, dawno już zaprzestał prób ratowania ostatnich iskierek, które podsycały gasnący żar. Ona, koleżanka z pracy, rozwiedziona, samotnie wychowująca córkę. I jest jeszcze żona, pani psycholog, która pomagając innym w rozwiązywaniu życiowych problemów, nie dostrzega tego własnego, niezmiernie istotnego dla życia całej rodziny. Już samo dobranie takich bohaterów pozwala się domyśleć, że będzie to książka pełna rozstań i powrotów, a i zakończenie nie będzie dla wszystkich zbyt szczęśliwe. Autorki tej książki przewidziały wszystko i całkiem nieźle opisały to z perspektywy dwóch kobiet, zapominając jednocześnie o tym, by dać głos mężczyźnie. Z wyjątkiem tego jednego razu, kiedy nie sposób było głosu tego zignorować. Bowiem kobieta dostrzega w mężczyźnie podmiot tylko wtedy, kiedy emocje sięgają zenitu.
Podtytuł tej książki powinien być zupełnie inny. Gdyby zacne autorki zapytały mnie o zdanie, usłyszałyby, że lepiej napisać, że książka ta jest zbiorem wszystkich błędów, jakie żona, partnerka czy kochanka mogą popełnić w postępowaniu z mężczyzną. Obie panie zachowują się jak słonie w składzie z porcelaną. Bowiem do tańca trzeba dwojga, a wszystkie uczynki czy zaniechania mogą odbić się na jego rytmie. Zacznijmy jednak od początku. Cała książka nieco demonizuje mężczyzn. Mężczyzna jako zły ojciec, zły mąż, zarówno ten obecny, jak i dawny, zły kolega z pracy, dawny kolega ze szkoły, który dokuczał na każdym kroku. Aż się chce zacytować jedną z postaci filmu Juliusza Machulskiego, Seksmisja. Samiec Twój wróg. To chyba by był drugi, dobry podtytuł. Przy takim nastawieniu, o mężczyzna faktycznie musi zejść o roli tego, który zdradza, jest toksyczny i zanadto wymagający. Zapomniały jednak zacne autorki, że mężczyzna jest istotą prostą i nieskomplikowaną, o silnych atawistycznych ciągotkach, zareaguje więc na te osoby, które go silnie do siebie przywołują, a jego analityczny umysł skrzętnie zanotuje wszelkie deklaracje i obietnice, więc nie należy się dziwić, iż będzie oczekiwać ich spełnienia. Ten atawizm również nie pozwoli na odsuwanie siebie od swoich dzieci. Poza tym nie znosimy wszelkiego nacisku na naszą osobowość, a zgodnie z prawami fizyki, im większy jest ten nacisk, tym gwałtowniejsza bywa uwalniająca się spod niego, reakcja. Nasza bohaterka, Ada, ta druga, zwana kochanką, popełniła wszystkie możliwe błędy w postępowaniu z mężczyzną. Naturalnym jest, że nie wystarczały jej kradzione chwile, ale nacisk, by mężczyzna porzucił swą rodzinę, nie był najlepszym pomysłem. Bowiem mężczyzna nie opuszcza swej żony, partnerki czy kochanki dla innej kobiety. On odchodzi wtedy, kiedy ma jej serdecznie dość, kiedy rozumie, że jej postawa staje się coraz bardziej toksyczna, czy fałszywa. Poza tym mężczyzna nigdy nie stanie się nawet zamiennikiem ojca dla dziecka swej partnerki. Przyjmuje je, co prawda, jako element jej życia, może się z nim nawet nieźle dogadywać i polubić je, nigdy jednak nie zastąpi jej poprawnych relacji z rodzicem, zawsze będzie stała między nimi bariera, a próba przełamania jej przez matkę dziecka, będzie zawsze czynnikiem oddalającym. Jeśli więc kobieto wprowadzisz swego mężczyznę zbyt gwałtownie i nachalnie do swego życia, jeśli clou waszych rozmów zacznie dotyczyć problemów, zmartwień czy Twoich lęków, pamiętaj- koniec Twego związku jest bliski, a Twój kochanek odejdzie gdzieś w dal zapomni o Twym istnieniu, jak zapomina się o złamaniu ręki sprzed lat.
Równie ciekawie rysuje się postępowanie żony. Autorki zapomniały o rzeczy istotnej. Wszak nic nie dzieje się bez przyczyny i nigdy nie jest tak, że wina leży tylko po jednej stronie. Pani psycholog nie dostrzegła tego, że w jej związku coś przestaje grać? To chyba nie jest możliwe. A jeśli dostrzegła to czy coś zrobiła, poza namawianiem do regularnego, trącącego nudą i rutyną seksu? Doprawdy, zacne Autorki, żyjemy co prawda w czasach, kiedy ludzie miast naprawiać, wyrzucają pewne rzeczy na śmietnik, by sprawić sobie nowe, ale jeśli piszecie bajkę dla dorosłych, to niech ona niesie jakiś przekaz. Inaczej będzie ona kolejnym czytadłem, z nieco smutnym zakończeniem.