
Spojrzenie z dystansem na własną młodość, wykpienie młodzieńczych, wyidealizowanych wyborów, a jednocześnie poruszająca i niekiedy wzruszająca opowieść o młodych ludziach, którzy chcieli zmienić Amerykę Południową.
REKLAMA
To moje pierwsze zetknięcie z prozą Luisa Sepulvedy. Jeden z najbardziej znanych chilijskich pisarzy, współpracownik i nieformalny ochroniarz prezydenta Allende, wreszcie więzień reżimu Pinocheta wreszcie wykładowca na wielu prestiżowych uczelniach i aktywista organizacji humanitarnych. Zaiste to człowiek orkiestra, który swoje życie wykorzystał w imponującym stopniu. Osoba o takim życiorysie pisząc o własnym życiu, powinna raczej eksponować martyrologię, ofiarność i bohaterstwo, tymczasem opowiadania wydane pod wspólnym tytułem „Niemy Uzbek” tryskają wręcz absurdem, humorem, rozbrajającą tęsknotą za czasami, kiedy człowiek był młody i nieco szalony, oraz refleksją nad błędami tych czasów. Zaiste, rzadko znajdujemy kogoś, kto nie jest ideałem we własnych wspomnieniach.
Zbiór opowiadań otwiera znakomity Żołnierz Czapajew w Santiago de Chile. Grupa rewolucjonistów, chcąc zaprotestować przeciw wojnie w Wietnamie, postanawia dokonać spektakularnego zamachu. Musi być skierowany przeciwko imperializmowi, być głośny i bezkrwawy> groteskowe narady, przygotowania i sam zamach potrafił ubawić do łez. Właśnie tak ktoś, kto nie wstydzi się błędów młodości, choć wolałby ich uniknąć, opowiada o swoich przeżyciach. W tym czystym komizmie sytuacyjnym nie dostrzegamy idealistycznego pragnienia, by nie krzywdzić ludu, a co widać doskonale w opowiadaniu „Cudowna akcja”, gdzie lewicowi partyzanci przynoszą mleko dla małego dziecka swoich zakładników i pozostawić część im część swojej zdobyczy, by lud nie cierpiał w wyniku walk przeciwko kapitalistycznemu ciemiężycielowi. W tej walce lewicowi aktywiści szukali wzorców, zamiast szukać własnej drogi. Nie widzieli, że to, co być może sprawdzało się na drugiej półkuli, na pewno nie sprawdzi się w Ameryce Południowej. Nie wiedzieli ponadto czym były reżimy w krajach, które stawiali sobie za wzór, jeśli zaś natykali się w prasie na jakiekolwiek informacje, uznawali je za wymysł kapitalistycznej propagandy. I właśnie o tej tęsknocie za wzorami opowiada nam Autor w Dżucze, opowieści o wizytach kilku młodych aktywistów w koreańskiej ambasadzie. W tym właśnie opowiadaniu absurd sięga zenitu, a kiedy wydaje nam się, że możemy tylko się śmiać otrzymujemy opowieść o śmierci Che Guewary, poświęcona żołnierzowi, który był z nim do końca.
Doprawdy dziwnie czyta się z naszej perspektywy te opowiadania, przywykliśmy bowiem do nieco innej narracji. Bohater nie może popełniać błędów, nie może działać absurdalnie, wreszcie musi być poważny niczym grobowiec i marzyć jedynie o zwycięstwie swej sprawy. Każde odstępstwo będzie szyderstwem ze sprawy, opluwaniem pamięci dawnych towarzyszy broni i niedoli. A przecież z perspektywy lat inaczej patrzymy na swoje życie, swoją przeszłość i wybory. Dojrzewamy i mamy prawo do autorefleksji, zmiany, nie wstydząc się swojej przeszłości.
I właśnie z tego powodu mam zamiar gruntowanie poznać prozę Sepulvedy. Uwierzcie mi- warto.
