Gregoire Delacourt
Widać było tylko szczęście
Gregoire Delacourt Widać było tylko szczęście Wydawnictwo Drzewo Babel

„Jedno życie jest warte, ja akurat dobrze to wiem, trzydzieści do czterdziestu euro.” To pierwsze zdanie książki Delacourta urzekło mnie. Zwiastowało ono ważną, choć z pewnością przygnębiającą książkę. Nie wiedziałem jednak, że poznam historię ludzi, których uczucia podane zostały próbie. Że jest to książka o iluzji szczęścia i rozpaczliwej próbie ułożenia sobie życia po traumatycznym doświadczeniu.

REKLAMA
Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. To jedno z przysłów, które się sprawdzają w codziennym życiu. Ten, kto doświadczył traumy, nie będzie umiał okazać ludzkich uczuć, nie będzie potrafił kochać, nawet, jeśli rozpaczliwie będzie pragnąć miłości, oddania i bezpieczeństwa. Zawsze zdarzy się bowiem coś, co popsuje jego relacje z otoczeniem i zawsze będzie odczuwał i bał się odrzucenia, zdrady i samotności. Bohater powieści i narrator dwóch z trzech jej części jest właśnie takim człowiekiem. Niezbyt szczęśliwe małżeństwo rodziców, trudne relacje z matką, obserwacja jak jego ojciec układa sobie życie na nowo i wreszcie szorstkie relacje z samym ojcem. To musiało rzutować na życiu naszego bohatera, którego poznajemy w dość nietypowym, jak na ojca i głowę rodziny, momencie. Czytamy spowiedź jego życia, pod koniec której dopiero dowiadujemy się komu się spowiada i co zamierza uczynić. Doświadcza on wszystkiego, co może doświadczyć zbliżający się do czterdziestki mężczyzna. Brak oparcia w najbliższych ludziach, utrata pracy i poczucia własnej wartości, potrafią złamać każdego i wystarczy naprawdę jeden drobiazg, by zrobić coś, co później, przez długie lata będzie zmuszało pewną dorastającą dziewczynkę do zadawania sobie każdego dnia pytania : „dlaczego postanowił rozpocząć ode mnie?”.
Oj, trudno jest pisać o tej książce bez ujawniania jej treści. Każdy szczegół na ten temat będzie uznany, słusznie, za spolerowanie, a tego chcę za wszelką cenę uniknąć. Muszę jednak napisać jedno. To przepiękna opowieść o upadku człowieka, o krzywdzie jaką uczynił, próbie odbudowy siebie, jako człowieka, który potrafi kochać, ale przede wszystkim to książka o procesie wybaczania, a więc książka o prawdziwej miłości, tej miłości jaką czuje córka do własnego ojca. Nie wstydźmy się przerażenia, jakie ogarnie nas w czasie lektury, nie bądźmy źli na nasze poczucie gniewu czy przygnębienia i wreszcie, nie wstydźmy się łez, które mogą zamglić nasze spojrzenia. Delacourt potrafi pisać bowiem o życiu, o jego ciemnych i jasnych stronach, potrafi przekazać emocje, o których inni boją się nawet myśleć. I robi to w sposób ujmujący tak bardzo, że czytelnikowi będzie się wydawać, iż opowiada własną historię.