
„Jedno życie jest warte, ja akurat dobrze to wiem, trzydzieści do czterdziestu euro.” To pierwsze zdanie książki Delacourta urzekło mnie. Zwiastowało ono ważną, choć z pewnością przygnębiającą książkę. Nie wiedziałem jednak, że poznam historię ludzi, których uczucia podane zostały próbie. Że jest to książka o iluzji szczęścia i rozpaczliwej próbie ułożenia sobie życia po traumatycznym doświadczeniu.
REKLAMA
Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. To jedno z przysłów, które się sprawdzają w codziennym życiu. Ten, kto doświadczył traumy, nie będzie umiał okazać ludzkich uczuć, nie będzie potrafił kochać, nawet, jeśli rozpaczliwie będzie pragnąć miłości, oddania i bezpieczeństwa. Zawsze zdarzy się bowiem coś, co popsuje jego relacje z otoczeniem i zawsze będzie odczuwał i bał się odrzucenia, zdrady i samotności. Bohater powieści i narrator dwóch z trzech jej części jest właśnie takim człowiekiem. Niezbyt szczęśliwe małżeństwo rodziców, trudne relacje z matką, obserwacja jak jego ojciec układa sobie życie na nowo i wreszcie szorstkie relacje z samym ojcem. To musiało rzutować na życiu naszego bohatera, którego poznajemy w dość nietypowym, jak na ojca i głowę rodziny, momencie. Czytamy spowiedź jego życia, pod koniec której dopiero dowiadujemy się komu się spowiada i co zamierza uczynić. Doświadcza on wszystkiego, co może doświadczyć zbliżający się do czterdziestki mężczyzna. Brak oparcia w najbliższych ludziach, utrata pracy i poczucia własnej wartości, potrafią złamać każdego i wystarczy naprawdę jeden drobiazg, by zrobić coś, co później, przez długie lata będzie zmuszało pewną dorastającą dziewczynkę do zadawania sobie każdego dnia pytania : „dlaczego postanowił rozpocząć ode mnie?”.
Oj, trudno jest pisać o tej książce bez ujawniania jej treści. Każdy szczegół na ten temat będzie uznany, słusznie, za spolerowanie, a tego chcę za wszelką cenę uniknąć. Muszę jednak napisać jedno. To przepiękna opowieść o upadku człowieka, o krzywdzie jaką uczynił, próbie odbudowy siebie, jako człowieka, który potrafi kochać, ale przede wszystkim to książka o procesie wybaczania, a więc książka o prawdziwej miłości, tej miłości jaką czuje córka do własnego ojca. Nie wstydźmy się przerażenia, jakie ogarnie nas w czasie lektury, nie bądźmy źli na nasze poczucie gniewu czy przygnębienia i wreszcie, nie wstydźmy się łez, które mogą zamglić nasze spojrzenia. Delacourt potrafi pisać bowiem o życiu, o jego ciemnych i jasnych stronach, potrafi przekazać emocje, o których inni boją się nawet myśleć. I robi to w sposób ujmujący tak bardzo, że czytelnikowi będzie się wydawać, iż opowiada własną historię.
