
Nie ma chyba na świecie człowieka, który by nie obawiał się śmierci. Nawet ci, którzy nie mają nic do stracenia, którzy uznali, że w życiu nie spotka ich już nic dobrego, są przerażeni perspektywą śmierci. Jak jednak zostałaby przyjęta perspektywa braku śmierci? Jose Saramago ma na ten temat własne zdanie.
REKLAMA
Pewnego dnia śmierć postanowiła zastrajkować. Z dnia na dzień ludzie przestają umierać i nie ma pewności, kiedy i czy zgony znowu nastąpią. Oczywiście nieśmiertelność, która spada jak grom z jasnego nieba na ludzkość, jest darem przeklętym. Ludzkość starzeje się, niedołężnieje, choruje, ale nie może liczyć na perspektywę uwolnienia z męki życia. Dopiero emigracja, odejście ze społeczności, której śmierć nie odwiedza, przynieść może zbawcze ukojenie. Oczywiście pojawia się tajemnicza organizacja, która za sutą zapłatą, przewiezie spragnionego zgonu obywatela, poza granice strefy nieśmiertelności. I właśnie z tej nieśmiertelności, fetyszem współczesnego człowieka, który pragnie wiecznej młodości, długiego życia bez trosk i chorób, w spokoju i szczęściu, szydzi portugalski Noblista. Ta pogoń za nieśmiertelnością nikomu bowiem nie służy, może poza tymi, którzy chcą z niej uczynić sposób na życie. Poza nimi tracą wszyscy. Politycy, dziennikarze, a nade wszystko szefowie związków wyznaniowych. Skoro mamy perspektywę życia wiecznego to po co nam religia, zdaje się pytać Saramago i w tym wypadku ma rację. Śmiertelność bowiem jest na stałe powiązana z religijnością. Religia bowiem jest straszakiem, swoistą obrożą trzymającą ludzi w określonej moralności, w konieczności przestrzegania zasad.
Niektórzy twierdzą, że Rozterki jest jedną z gorszych książek Saramago. Zapytam dlaczego? Pod płaszczykiem szyderstwa z naszych fobii, Autor przemyca do naszej świadomości manifest wolności. Nie bójmy się kary, bądźmy dobrzy, bo jesteśmy ludźmi, a nie dlatego, że wpaja nam to religijny kacyk, a w dobroci swojej nie krzywdźmy innych. Nie dajmy się zdławić naszym fobiom czy pragnieniom. Nasze fobie odbierają nam bowiem radość życia, a spełnienie pragnień powinno być dla nas dobrodziejstwem, nie zaś narkotykiem. Skoro zaś i tak umrzemy, oswójmy sobie śmierć tak, by spojrzeć prosto w oczy tej dziwce roześmiać się w chwili, gdy będzie chciała nami się zająć.
Bo umierać trzeba tak samo, jak żyjemy. Najlepiej z uśmiechem na ustach.
