Tadeusz Bartoś
Mnich
Historia życia, którego nie było
Tadeusz Bartoś Mnich Historia życia, którego nie było Wydawnictwo Marginesy

Historia życia, którego nie było? Chyba trudno o najlepsze podsumowanie czegoś, co zostało pozbawione treści i sensu. Tadeusz Bartoś napisał prozę tak przygnębiającą, że czytelnik marzy o tym, żeby nie było w niej żadnego wątku autobiograficznego.

REKLAMA
Dwudziestoletni student postanawia radykalnie zmienić swoje życie. Rzuca studia, żegna swą dotychczasową codzienność i chroni się za zakonnymi murami, chcąc odnaleźć tam swoją drogę ku Bogu i coś, co nazywamy świętym spokojem. Idealizm musi się jednak zderzyć z twardą rzeczywistością, bowiem nawet za klasztorną furtą znajduje się miejsce na cyniczne gierki, wyścig szczurów, nieuzasadnione poczucie wyższości, a wreszcie, co najbardziej bolesne, poczucie osamotnienia. Oczywiście do wszystkiego można się przyzwyczaić, wszystko można znieść, jednak każdy człowiek dojdzie kiedyś do granicy, w której może zaakceptować fałsz. Po jej przekroczeniu musi się zdobyć na radykalne rozwiązanie, musi odejść, by już nigdy nie robić niczego, co jest sprzeczne z jego własnym poczuciem sprawiedliwości, z jego zasadami i pragnieniami. Nasz bohater odchodzi, ale tylko fizycznie. Lata spędzone za furtą klasztorną odcisnęły na nim piętno samotności, przyzwyczajenia do określonego porządku dnia czynią z naszego bohatera dziwaka, zupełnie nie pasującego do współczesnego świata.
Przyznam, że mam spory problem w zaklasyfikowaniu Mnicha. Czy jest to powieść, esej, a może filozoficzna rozprawka? A może jest to własny styl Tadeusza Bartosia? Z całą pewnością Mnich nie jest łatwą w lekturze pozycją, przygnębia, zmusza do refleksji nad współczesnym światem i do spojrzenia na własne życie. Czy ma sens poszukiwanie autorytetów i życiowych przewodników w dzisiejszym świecie? Wszak zmiana zewnętrznej powłoki nie uczyni z nas innego człowieka, podobnie jak nie czyni z tych, którym zaufaliśmy. Po cóż szukać więc słoności w soli, która Smak swój dawno już straciła? Czy nie lepiej zaufać samemu sobie? Przecież każdy z nas instynktownie broni się przed złem i chce czynić dobro. Dlaczego więc mamy ufać cudzym wyborom? Po cóż narażać się na własne zmarnowane życie? Bo przecież to poczucie zmarnowanego życia zaczyna się, wtedy, gdy nie potrafimy odciąć się od przeszłości, pokazać jej środkowego palca i żyć według własnych norm. Samemu dla siebie powinniśmy być przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Wtedy dopiero nie będziemy na siłę szukać sensu przeżytych dni.
I tylko wtedy nie odejdziemy z tego świata jako zgorzkniali i zmarnowani ludzie.