Jonathan Littell
Stara historia
Nowa wersja
tłumaczenie : Jacek Giszczak
Jonathan Littell Stara historia Nowa wersja tłumaczenie : Jacek Giszczak Wydawnictwo Literackie

Epatowanie seksem, prowokacja, czy może przejście drogą Rotha? O co chodziło Littellowi, kiedy pisał nową wersję swej starej historii? Prawdopodobnie każdy z nas znajdzie w tej książce własną odpowiedź na to pytanie.

REKLAMA
Akcja książki zaczyna się w luksusowym domu, który zamieszkuję Mężczyzna, Kobieta i Dziecko. Czy jest to rodzina? Littell na to pytanie nie odpowiada. Tu więzy rodzinne, imiona czy nawet życiowe realia nie mają znaczenia. Co więc jest istotne w Starej historii? Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że seks. Faktycznie, w trakcie lektury odnosi się wrażenie, że strony są aż lepkie od płynów ustrojowych, że jest to niespełnione seksualne marzenie Autora lub kogoś, na czyje zlecenie została ta książka napisana. Trudno jednak podejrzewać, by Littell poszedł drogą Diany di Prima czy Anais Nin. Obecnie pisarz nie musi tworzyć pornograficznych tekścików dla jednego anonimowego czytelnika, licząc na pięć dolarów od strony. Po co więc jest ta cała wędrówka bohatera, który raz mieszka w domu, raz w hotelu, czy w jakiejś norze będącej meliną buntowników? Po co ta ciągłe zmiany, nawet tożsamości seksualnej i płci? Czyżby w tym całym szaleństwie ważne były te chwile, te strony, w których seksu nie ma? Są jednak zbyt nieliczne, pisane po macoszemu, jakby miały służyć zapełnianiu miejsca w dość grubej książce. Dlaczego więc mamy przeczytać Starą historię?
A może zarówno fabuła czy seks nie są ważne w samej książce, co nastrój jaki wywołuje u czytelnika? Poczucie beznadziejnej powtarzalności w świecie, gdzie istotne są jedynie te najniższe, podstawowe potrzeby. Jedzenie, sen, seks i defekacja jako sposób na życie? Smutna to wizja współczesnego świata, w którym jednostka nic nie znaczy, w którym wyalienowanie jest tak powszechne, że wtopienie się w tłum jest ważniejsze niż potrzeba zaznaczenia swego indywidualizmu. Świata, w którym fetyszyzuje się seks, nadając mu nowe znaczenie, w którym orgazm i technika stać ma się sztuką, w której stawia się granice do przekraczania, łamie się tabu, a dekadencja osiągnęła już wszelkie szczyty. I te właśnie tabu łamie i przekracza nasz bohater, cały czas zmieniając skórę. Seks, który zastępuje miłość? Tak, tak właśnie jest, ale winne są pokolenia, które nie nauczyły swoich pociech miłości i czułości, dla których bliskość, nawet publiczne jej zaznaczanie, słownymi czułościami czy dotykiem, jest czymś niespotykanym. I w taki sposób rosną pokolenia emocjonalnych kalek, które nie potrafią wyrazić siebie w żaden inny sposób. Bowiem ten, kogo miłości nie nauczono, nie jest w stanie jej okazać.
I właśnie o tym jest ta książka.