
Każdego tygodnia Jon patrzył na przybywające do schroniska kobiety zgwałcone w lesie, na mężczyzn poranionych przez napastników, na zrozpaczonych emigrantów, których towarzysze zostali po drodze uprowadzeni. Pewnego wieczoru, kiedy do budynku zbliżała się nowa grupa, Jon zapytał mnie : „Skoro są gotowi przechodzić przez o wszystko, to jak wygląda to, przed czym uciekają?”.
REKLAMA
Podtytuł tej książki mówi nam wszystko. To książka o ludziach, którzy nikogo nie obchodzą, o uciekinierach z Ameryki Południowej, którzy zmierzają do lepszego świata. Uciekają przed biedą, gangami, czasem przed polityką. Uciekają po prostu przed śmiercią. Nie jest to bezpieczna podróż i to nie tylko morderczy klimat jej nie ułatwia. Prawo, zwłaszcza w Meksyku, nie sprzyja tym, którzy nie mają się komu poskarżyć. Padają ofiarą rabusiów, porywaczy i gwałcicieli, a jeśli udaje im się przebyć drogę, to czeka ich jeszcze Bestia, pociąg, który pozwala przejechać prawie cały Meksyk, dowożąc emigrantów prawie pod same granice upragnionego raju. Uciekinierzy często nie mogą pozwolić sobie na zakup biletu, toteż podróżują na jego dachu, lub trzymają się wystających elementów. Nic dziwnego, że dochodzi do wielu wypadków, nierzadko śmiertelnych. Bestia bowiem pożera swe ofiary, zwłaszcza jeśli są słabe i zbyt zmęczone, by na siebie uważać.
Óskar Martinez postanowił zepsuć dobre humory tym, którzy wzbraniają się przed obcymi. Obcy u naszych bram, to oni idą po nasz socjal, chcą nam odebrać miejsca pracy, opanować naszą ziemię i nas wynarodowić. To oni są winni wszystkiemu. Te głosy są wszędzie, nie tylko w naszym kraju, w czasie pamiętnego kryzysu uchodźczego wielu z nas zrezygnowało z czysto ludzkiej empatii, przestało myśleć i radykalizując się przy każdym przestawianym kontrargumencie, ocierało się o odhumanizowanie tych obcych. Martinez zmusza nas do zadania konkretnego pytania. Czym różniliśmy się w tamte pamiętne dni roku 2015 od meksykańskich bandytów, którzy starali się na każdym kroku wykorzystać cudze nieszczęście. Nie staraliśmy się nieuczciwie na nich zarobić? Nie dokonaliśmy porwania, rabunku czy gwałtu? A czy nasze ówczesne słowa, podłe, niegodne miana człowieka, nie świadczyły o tym, że bylibyśmy na to gotowi?
To prawda, wygodnie jest bowiem zagrodzić się murami, zasiekami i nie dopuszczać do siebie nikogo, zwłaszcza, jeśli trzeba będzie przyjąć tego kogoś i uczynić go, po jakimś czasie, pełnoprawnym współobywatelem. Pamiętajmy jednak, że każda nasza odmowa, każde radykalne odrzucenie, zmniejsza szanse tych obcych, nie tylko na normalne, ale i na jakiekolwiek życie.
Dobranoc, spokojnych snów, dumny przedstawicielu cywilizacji europejskiej.
