Lucyna Olejniczak "Księżniczka"
Lucyna Olejniczak "Księżniczka" Wyd. Prószyński i S-ka

REKLAMA
Lenka jest kilkuletnią dziewczynką, która wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszka w Nowej Hucie. Ma rodzinę idealną – a przynajmniej taka prezentuje się przed obcymi, nieznajomymi, bowiem gdy jest tylko ich piątka, to ojciec zrzuca swoją maskę. Lena jest dorosła, wraz z mężem ma wyjechać do Warszawy rozpocząć nowe życie, wpierw jednak musi pożegnać swoich rodziców, a także rozliczyć się ze swoim dzieciństwem.
W swojej najnowszej powieści Lucyna Olejniczak wraca do okresu swojego dorastania, do przeżyć jej, ale przede wszystkim swojej koleżanki ze szkoły i jej opowieści o tym, co działo się za drzwiami mieszkania. Z pewnością przez to jest to powieść trudna, szorstka, ponieważ sięga do tematu tabu, do cudzej opowieści, osoby, która musi żyć z traumą.
„Księżniczka” jest jednak także obrazem wielu rodzin z tamtych czasów. Dramatów zazwyczaj bagatelizowanych, wyciszanych, zamiatanych pod dywan, bo przecież co sąsiedzi powiedzą. Jednocześnie zaś i tak przez wszystkich doskonale znanych, jedynie nie mówionych głośno, a szeptanych po kątach, skądś zasłyszanych. To ojcowie molestujący dzieci, mężowie bijący żony, terror psychiczny i fizyczny panujący w mieszkaniu. Każdy wie, nikt nie reaguje.
To, co przebija z książki Olejniczak, to zawód. Zawód dorosłymi, którzy jeden po drugim nie stawali na wysokości zadania. Nade wszystko rodzina - ojciec, który najdalszy jest uzyskania tytułu idealnego taty, matka patrząca przez palce na poczynania męża, poniżana na każdym kroku i babcia, która zmarła i nie mogła już jej dalej chronić. Ale i nauczycielka czy sąsiedzi – szczególnie Kruszyński, postrzegany przez dziewczynkę jako mentor, zaś po latach rozpoznany jako kolejny człowiek, który zawiódł.
Z pewnością jednak najbardziej zapadającą w pamięci jest postać ojca – tyrana, pijaka, bijącego żonę, molestującego dzieci, terroryzującego całą rodzinę. Świetnie wypada porównanie przez Olejniczak spojrzenia Leny na swojego oprawcę oczyma dziecka, a potem już jako dorosłej osoby. O ile bowiem spoglądanie na każdego bohatera po latach powoduje u czytelnika zmianę perspektywy i oceny, o tyle przy ojcu ta zasadnicza rzecz się nie zmienia. Owszem, Lena patrzy już na niego inaczej, widzi awanturującego się pijaka, a nie człowieka, przed którym nie da się ukryć, ale wciąż ojciec jest nie mniej przerażający i odrażający niż wcześniej.
W „Księżniczce” przeplatają się narracje głównej bohaterki z różnych okresów jej życia – jest więc narracja jej kilkuletniej, jej usamodzielniającej się i jej dorosłej. Wzajemnie dopełniają się – historie z dzieciństwa z odkryciami dorosłej już Lenki, która po raz ostatni przed wyjazdem odwiedza swoich rodziców. Niektóre są delikatniejsze, gdzie znaczenie znane jest przez to, że czytelnik doskonale zdaje sobie sprawę, o czym jest ta historia, inne zaś mówią wprost o molestowaniu, o przymykaniu oczu na zło i o rozliczaniu się z traumą.
Jeżeli „Księżniczka” robi wrażenie to tylko dlatego, że jest to opowieść prawdziwa, przełożona na język literacki. Bowiem de facto nie ma tu niczego nowego – ani pod względem fabuły, ani pod względem językowym. Na uwagę zasługuje sposób połączenia poszczególnych scen, pokazania tej wielorakości samej bohaterki, jej kształtowania się i tego, jak mocno trauma wpływa na dalsze życie, zostając w człowieku na zawsze.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?