
Walka dobra ze złem. Odwieczny temat każdego kryminału, horroru i thrillera. Ten temat jest wspaniałą okazją do przemycenia wartości uniwersalnych. Przyjaźń, miłość, lojalność czy czynienie dobra. I te właśnie ogólnoludzkie wartości przemyca Jakub Żulczyk. Proszę Państwa, oto Świątynia, kontynuacja Zmorojewa.
REKLAMA
Każdy, kto wcześniej przeczytał Zmorojewo, na pewno sięgnie po tę książkę. Główn bohaterowie, Anka i Tytus, pozostali ci sami. Zmienia się jedynie sceneria i źródło zła. To zło kryje się bowiem pod płaszczykiem cudownych uzdrowień dokonywanych przez diabelskiego szamana, który nie wie, że jest jedynie marnym narzędziem w rękach przebiegłego Leszego. Tym razem zło atakuje od strony niczego nie spodziewającej się Anki, ale jak możemy się domyśleć, to Tytus jest głównym celem. Łatwo przewidzieć, że walka dobra ze złem musi się zakończyć tylko odsunięciem zagrożenia. Zła nie sposób pokonać, bowiem ono, podobnie jak i dobro, jest cząstką nas. Absolutne zło i absolutne dobro nie jest możliwe, każdy z nas jest słaby, grzeszny, pełen wad. Zależy tylko od nas samych, co w nas zwycięży, czy będziemy potrafić czynić dobro i powstrzymywać się od zła. Wyeliminowanie zarówno zła, jak i dobra, oznacza koniec człowieczeństwa, bowiem dobro docenimy przez porównanie ze złem, podobnie jak światło w porównaniu z ciemnością. Dlatego Świątynia kończy się tylko odsunięciem niebezpieczeństwa, a nie totalnym zwycięstwem.
Wartki język, szybka narracja, powolne i nieuchronne budowanie napięcia. To wszystko znamy ze Zmorojewa. I nie przejmujmy się tym, że ta książka kierowana jest do młodzieży. Każdy z nas wyniesie z niej coś cennego dla siebie.
