O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Polak z Ukrainy

Dima Garbowski
Polak z Ukrainy
Dima Garbowski
Polak z Ukrainy Wydawnictwo WAB
Jest ich około miliona. Głównie są to ludzie młodzi, gotowi do ryzyka, niewygody, a przede wszystkim do wysiłku, by zapewnić sobie i swej rodzinie lepszą przyszłość. Niektórzy planują powrót. Zarobione tu pieniądze pozwolą na lepszy start na Ukrainie. Inni zaś widzą przyszłość tu, w kraju nad Wisłą. Jednym z nich jest Dima Garbowski.



Emigracja jest jak powtórne narodzenie. To jedno zdanie z książki Garbowskiego oddaje istotę zmiany miejsca zamieszkania. Przenosisz się w nowe miejsce, gdzie nie znasz nikogo, kto mógłby Cię wesprzeć, pomóc, doradzić czy choć po przyjacielsku poklepać po ramieniu. Wszystkiego musisz uczyć się od nowa, wtopić się w otoczenie, zrozumieć realia życia i dostosować się do nich. Emigrant to obcy, jest więc rozpoznawalny i musi liczyć się z mniej lub bardziej przyjaznym przyjęciem i oceną. Kiedy uświadomimy to sobie, zrozumiemy, że inaczej potraktujemy tego naszego sąsiada, który wraca do domu, zarzygany i rzucający obelgami, a zupełnie inaczej tego obcego, który usiądzie z jednym piwem na ławce. I właśnie w tym traktowaniu obcych wychodzi nasza małość, nasza nie uświadomiona sobie nigdy ksenofobia.


Historia Dimy jest prosta. Rzutki przedsiębiorca przestaje ufać własnemu państwu. Nic nie jest w nim pewne, chwilowe powodzenie może nie trwać wiecznie, Dima zaś musi myśleć o przyszłości swej rodziny. Polskie korzenie mogą mu w tym pomóc, decyduje się więc zamienić Kijów na Warszawę. Sprzedaż mieszkania i firmy powinna ułatwić mu start w nowym miejscu, decyzja jest więc prosta i oczywista. Co go czeka w Polsce? Dima iał szczęście. W swej książce opisuje tylko pozytywne doświadczenia, choć między słowami można odczytać, iż wyłuskał jedynie rodzynki z ciasta swego życia. Prawdopodobnie nasz autor, chcąc trzymać się konwencji humorystycznej, nie chciał wspominać doświadczeń negatywnych. Nie chcąc streszczać całej książki, chcę wspomnieć jedynie o pewnej refleksji, jaka towarzyszyła mi w czasie lektury. Dima legitymuje się polskimi korzeniami, ubiega się więc o kartę Polaka. Niestety, procedura ta wymaga przystąpienia do czegoś, co można by nazwać „egzaminem z polskości”. Procedura dość upokarzająca, w której egzaminowany musi dowieźć, iż lepiej zna polską historię czy tradycję od niejednego z mieszkańców naszych miast i wsi. A przecież tradycji nie sposób się wyuczyć. W niej się wzrasta, żyje, oddycha się nią. Te nasze przepisy są tak samo upokarzające jak te, które uniemożliwiły słynnemu Agentowi numer 1 służbę w polskim mundurze. Przyznam, że poczułem wstyd, kiedy czytałem o tym „egzaminie”. Mentalnie bowiem Dima jest mi bliższy niż niejeden z mieszkańców mojego miasta. Sama więc konieczność egzaminowania go z polskości jest również obraźliwa dla mnie. Polskości nie sposób się wyuczyć, nawet jeśli więc ktokolwiek zechce ją odmówić Dimie, to już jego dziecku, lub przyszłym wnukom nie będzie w stanie. Narodowość nie jest bowiem efektem genów, ale stanem świadomości. I to było już wielokrotnie dowiedzione przez historie wielu ludzi.


Pamiętajmy o tym.