
Najczęściej ofiarami nadużyć padają ci, którzy nie są świadomi swych praw, ludzie bezbronni, nieporadni. Na przełomie XIX i XX wieku były to młode, niewykształcone dziewczyny, które liczyły na to, że pracując jako służące w domach ludzi bogatych, znajdą podstawy lepszej przyszłości. O nich właśnie jest ta książka.
REKLAMA
Należały do największej chyba grupy zawodowej. Do wykonywania swojej pracy nie potrzebowały, przynajmniej w swoim mniemaniu, zbyt wysokich kwalifikacji. Oddawały więc pracę własnych rąk, swój czas, często też młodość i zdrowie. Wstępowały na służbę często w wieku dziecięcym, marząc o tym, że za odłożone pieniądze będą w stanie kupić dom i znaleźć sobie męża. Te, którym udało się bezpiecznie dotrzeć do miasta, trafiały przez wyspecjalizowane instytucje pośredniczące, do domów ludzi różniących się nie tylko zamożnością, ale i wymaganiami. Zazwyczaj wstawały z łóżek jako pierwsze i jako ostatnie kładły się spać. Książka Alicji Urbanik-Kopeć opisuje ich smutne doświadczenia.
W odbiorze społecznym owych czasów, napotkana na ulicy młoda dziewczyna z proletariatu, mogła być tylko służącą lub prostytutką. Jeśli nie miała książeczki służącej, była zarejestrowaną, lub nie, „córą Koryntu”. Ta informacja powoduje, iż wszelkie wizje służących w białych fartuszkach, do których zalecali się mężczyźni z całej kamienicy, możemy wrzucić do kosza, jako nieprawdziwe. Służące były w domach „dziewczynami do wszystkiego”, w znaczeniu dosłownym. Ciężka praca, oszukiwanie na wynagrodzeniach, brak procedury odwoławczej od negatywnych opinii w książeczce służącej, wreszcie molestowanie seksualne. Taki los nie należał do rzadkości, a niechęć do rzetelnego skodyfikowania praw służby domowej, kładzie się cieniem nad naszą pamięcią o II Rzeczpospolitej. Czyżby wynikało to z tej potrzeby odnalezienia kogoś, na kim można odreagować problemy dnia codziennego? Czy faktycznie ten nasz dzisiejszy kompleks narodowy, ta potrzeba tłamszenia, zgnojenia adwersarza, wynika ze sposobu, w jaki traktowano służbę domową? Czy dzisiejsza „elyta” nie szuka na ślepo, odwetu za sposób, w jaki traktowane były ich babcie i prababcie? Czy naprawdę podłość nasza codzienna nie weszła do charakteru narodowego Polaków?
Przemyślmy to spokojnie
