
Małe małopolskie miasteczko. To tu w 1998 roku doszło do bestialskiej zbrodni. Zamordowana została siedemnastoletnia Iwona Cygan. Przez dwadzieścia lat jej mordercy pozostawali bezkarni. Lokalne układy, zmowa milczenia, małomiasteczkowa atmosfera. Teraz, kiedy czytamy tę książkę trwa proces sprawców. Siedemnaście osób, w tym czternastu policjantów. Część z nich mordowała, reszta mataczyła w śledztwie i ukrywała dowody. Monika Góra swoim reportażem przywraca zamordowanej twarz i przywraca pamięć o tym okrutnym wydarzeniu.
REKLAMA
Zaznaczmy od razu, że nie jest to lektura z gatunku lekkiej, łatwej i przyjemnej. Ale tak to już jest z reportażami, że muszą obudzić w nas wyrzuty sumienia, muszą nas poruszyć i pozbawić snu. Uświadommy sobie też, że nic tak nie porusza jak okrutna zbrodnia, zwłaszcza zbrodnia, która wiele lat pozostała nie wyjaśniona, a sprawcy nie ponieśli kary. Jeśli w dodatku przeczytamy, że siedemnastoletnia Iwona została pobita, a następnie uduszona naprędce wykonaną garotą, nasz spokój zostanie wzburzony jeszcze bardziej. Sprawcy nie chcieli tylko zabić, chcieli oszpecić i upokorzyć dziewczynę. Mordowali nie kryjąc za bardzo swoich czynów, pewni bezkarności i milczenia. A jednak sprawiedliwość ich dopadła, mimo upływu lat i starań o to, by prawda nie wyszła na jaw.
Szczucin nie jest jakimś mordo rem, nie jest zakątkiem diabla, czy jak sugeruje tytuł, miasteczkiem zbrodni. To zwykłe malutkie miasteczko, gdzieś na polskiej prowincji. O takich miejscach mówi się, że to miasta seksu i biznesu, bo tylko tym zajmują się jego mieszkańcy. Tu od lat rządzą układy i układziki, każdy wie wszystko o sąsiadach, z których każdy ma jakąś przeszłość, jakiegoś trupa w szafie. To właśnie w takich miejscach najłatwiej jest o zmowę milczenia, bo ci, którzy mówią coś za dużo, mogą ulec wypadkowi, czy popełnić samobójstwo. Właściwie to ta książka nie jest oskarżeniem o zabójstwo, już nie. To wyraźne oskarżenie wobec zwyczajów przypominających sycylijską omertę. To też wyraźne oskarżenie nas samych, którzy nie umieliśmy przez lata wykształcić obywatelskiego społeczeństwa, ufającego instytucjom państwowym i potrafiącego wymagać od nich, by funkcjonowały prawidłowo, a jeśli zawodzą, wywrzeć obywatelską presję na nie. Przez trzydzieści lat nie zrobiliśmy nic, by nasze społeczeństwo, choć w minimalnym stopniu, stało się społeczeństwem demokracji zachodniej. A właśnie od tego powinniśmy zacząć, bo inaczej przypadki takiego ukrywania zła, będą zdarzać się jeszcze długo, oj długo.
