O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Dziennik 1967-1976

Sandor Marai
Dziennik 1967-1976
Sandor Marai
Dziennik 1967-1976 Wydawnictwo Czytelnik
Dzienniki Sandora Marai są jednym z ważniejszych dokumentów XX wieku, tym bardziej, że ich twórca pozostał mentalnie w poprzedniej epoce, oceniając zachodzące w społeczeństwach zmiany, z zaskoczeniem właściwym komuś, kto czuje się wyalienowany z otaczającego go świata. To uniwersalny dokument, który zaciekawi nie tylko miłośników Autora Sądu w Canduos.



Rok 1967, kolejny rok emigracji. Sandor Marai jest już emerytem, a pobierane świadczenie jest zbyt skromne, by godnie utrzymać się w Nowym Jorku, a wystarczająco wysokie, by wygodnie żyć w bliższych mu mentalnie Włoszech. Ta przymusowa, ekonomiczna emigracja nie uwalnia go od czujnego oka amerykańskiej administracji, która zainteresowana jest czasem pracy pisarza. Sztywne określenie godzin pracy jest niemożliwe i Pisarz zmuszony był dopasowywać odpowiedzi do wymogów litery prawa, nie zważając, że człowiek pióra pracuje tak naprawdę dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jednocześnie przenosiny oznaczały rozstanie z Janosem, przybranym synem Maraia, oraz rzadkie, długo wyczekiwane spotkania. Ten włoski okres to przede wszystkim praca nad Sądem w Canduos, bodajże najwybitniejszym dziełem Maraia.

Wszystkie spisywane na świecie Dzienniki mają jedną wspólną cechę. Stanowią zmiksowany opis rzeczy pozornie błahych z niezmiernie istotnymi. I tak opóźnienia w przekazywaniu emerytury oraz zachwyt nad niskimi cenami we włoskich restauracjach towarzyszą przemyśleniom o konflikcie wietnamskich, studenckiej rewolcie i pierwszych symptomach tabloidyzacji przekazów medialnych. To właśnie wtedy, po raz pierwszy, masowy odbiorca mógł przy kolacji oglądać ofiary masakr, przez co to, co miało wstrząsnąć widzem, zobojętniało na cierpienia innych. Wszystko na sprzedaż? Chyba Marai jako pierwszy dostrzegł niebezpieczeństwo wyzbycia się empatii, które dzisiaj tak często obserwujemy. Czy możemy więc dzięki Maraiowi uratować w sobie część naszego człowieczeństwa? Mniemać należy, że tak. Olbrzymia wrażliwość, staranność w doborze słów. Wszystko to powoduje, iż Dzienniki wydają się być bardziej intymnym zapisem, niż były w rzeczywistości. Odnajdujemy w nich ten sam styl pisania, co w Księdze ziół, czy Sądzie Canduos, przez co dostarczają duchowej uczty.

I nie przejmujmy się tym, że nie sposób ich przeczytać za jednym posiedzeniem. Do tej książki po prostu się wraca.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Piknik, różowe włosy, internetowy detoks. [/b] Oto 30 rzeczy, które powinno się zrobić w lato chociaż raz
ALEKSANDRA GERSZ

Piknik, różowe włosy, internetowy detoks. Oto 30 rzeczy, które powinno się zrobić w lato chociaż raz

[b]Hans Solo kontratakuje! [/b] Raper z Pięć Dwa i członek Luxtorpedy o kondycji swojego serca i słuchu
WYWIAD

Hans Solo kontratakuje! Raper z Pięć Dwa i członek Luxtorpedy o kondycji swojego serca i słuchu

Marcin PonikowskiMarcin Ponikowski

Jim Jarmusch jeszcze nigdy nie był tak krytyczny wobec popkultury, swojej ojczyzny, kondycji planety, człowieka i jego ikon, a przede wszystkim względem swoich popularnych kolegów z branży. Wszyscy ci, którzy odsądzają go za film o zombie od czci i wiary w filmowy kunszt, powinni oglądnąć obraz jeszcze raz. Z potrójnym przymrużeniem oka.

MARSZ RÓWNOŚCI W BIAŁYMSTOKU

REAKCJE NA PRZEMOC I AGRESJĘ