O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Nie możemy uciec przed naszą historią

Adrian Cioroianu
Nie możemy uciec przed naszą historią
Adrian Cioroianu
Nie możemy uciec przed naszą historią Wydawnictwo Amaltea
„Jak już mówiłem, uważam, że musimy się pogodzić z naszą historią. Że musimy na nią patrzeć bez zacietrzewienia i zmarszczonego czoła, a oceniać bez miotania obelg wobec nas samych i naszych sąsiadów. Że musimy próbować uczyć się czegoś pożytecznego z historii.”



Te słowa pochodzą ze wstępu, jakim profesor Adrian Cioroianu opatrzył kontynuację bestselerowej w Rumunii Pięknej opowieści o historii Rumunów . Ta książką, będąca efektem pogadanek, jakie Autor wygłaszał w rumuńskiej telewizji. Swoje stanowisko wobec przeszłości Profesor podkreślił tytułem drugiego tomu swych historycznych opowieści. Od historii uciec nie sposób. Można traktować przeszłość przez hamletyzowanie czy podkreślanie doznanych krzywd, do czego, jak się wydaje, Rumuni mają szczególne prawo, można też patrzeć w przyszłość, pamiętając jednak o tym, by nie powtarzać błędów przeszłości. Tom drugi Pięknej historii poświęcony jest bowiem w całości najtrudniejszym dekadom z dziejów Rumunii. To okres przynależności do sowieckiej strefy wpływów i rządów w iście stalinowskim stylu, który zakończyła dopiero śmierć Nicolae Ceausescu. Reżim rumuńskiej dyktatury można chyba tylko porównać ze stylem rządów Envera Hodży czy Mao Tse Tunga, choć i to porównanie nie wydaje się adekwatne. Dopiero wgryzienie się w okres rumuńskiego komunizmu pozwoli na wyobrażenie sobie, jak okrutny był to okres dla obywateli tego kraju.


Państwowość to przede wszystkim hymn i waśnie od nich zaczyna swą opowieść Cioroianu. Od 1862 hymn tego pięknego państwa zmieniał się aż pięć razy, zaiste zbyt często jak na niespełna 150 lat. Zaiste świadczy to o burzliwości historii, bowiem żaden naród aż tak bardzo niestabilnym nie jest. Zdobywając władzę reżim podporządkował sobie przede wszystkim związki zawodowe, unicestwił partie opozycyjne, podporządkował sobie związki wyznaniowe, wprowadził iście orwellowską nowomowę i rozbudował aparat terroru. Jednocześnie reżim przekonywał swych obywateli o potędze kraju, iście dobrej zmianie, która była wynikiem starania Geniusza Karpat, o rozwoju i niezależności. Te jakże znane truizmy propagandy wielkiego sukcesu, miały się nijak, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, do warunków życia przeciętnego mieszkańca Bukaresztu. Każdy widział, że król jest nagi, ale zupełnie jak w bajce Andersena, nikt nie miał odwagi, by mówić o ty głośno. I właśnie o tych latach pisze Cioriananu z właściwym sobie humorem i dystansem do przeszłości, kończąc każdą z opowieści swoistym morałem, jakby opowiadał bajkę, sprawiając, że opowieść ta długo zostaje w świadomości czytelnika.


Bowiem należy pamiętać o historii i nie bać się o niej mówić, nawet, jeśli nie jest to dla nas zbyt przyjemne.