
To książka spóźniona o 10 lat. Te słowa przemknęły mi przez głowę, kiedy skończyłem jej lekturę. Przyznam też, że nie byłem pewny, czy napiszę o niej choć kilka zdań. Otrzeźwienie jednak przyszło szybko. Restytucja zniszczonej przez polityków SLD lewicy jest potrzebna i właśnie do tej restytucji wzywa Rafał Woś.
REKLAMA
Pozwolę sobie na rozwinięcie słowa wstępnego. W czasie wyborów prezydenckich w 2010 roku, Grzegorz Napieralski uzyskał w pierwszej turze imponujący wynik 12% głosów. Zdając sobie sprawę z tego, że wynik ten był efektem mrówczej pracy nie tylko samego Napieralskiego, ale i całego sztabu wyborczego, uznałem, że te 12 %, jest realnym wynikiem lewicy w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Ich wynik, przekraczający niewiele 8% głosów stał się swoistą czerwoną kartką, jaką wyborcy pokazali polskiej lewicy. W tej sytuacji nawoływanie o ponowne zdefiniowanie lewicy było konieczne. Czy jednak zostało to uczynione? Pamiętam, że jedno ze spotkań przedwyborczych SLD, w czasie którego rachitycznie brzmiała śpiewana niezdarnie Międzynarodówka, świadczyła raczej o tym, że lewica porusza się jak dziecko we mgle, a późniejsze personalne decyzje, w tym kandydatura Magdaleny Ogórek, jedynie potwierdzała to czarnowidztwo. Tym samym Leszek Miller stał się grabarzem polskiej lewicy, która rozczłonkowana, podzielona i nieufnie na siebie patrząca, walczy o przetrwanie. Czy się to uda?
Lewica jest, lewica była i lewica będzie. Tytuły trzech części tego opracowania wydają się nazbyt optymistyczne. Dwie pierwsze są dla naszych rozważań o tyle istotne, że wskazują przyczyny, dla której lewica jest zmarginalizowana. Pamiętajmy, że Sojusz Lewicy Demokratycznej pozostawił sztandarowy punkt programów lewicy, pozostawiając na pastwę losu ludzi najbiedniejszych. To pole szybko zagospodarowane zostało populistycznymi hasłami, które przekute w program 500+ oddało tak naprawdę władzę innym. Co pozostaje? Powszechne licytowanie na to kto da więcej i większej ilości potencjalnych wyborców? Ta droga nie wróży sukcesu. Przed lewicą stoi, jak już napisano wcześniej, konieczność odbudowy swej tożsamości. Na czym ją jednak opierać? Na państwie prawa? Na równości i poszanowaniu praw mniejszości? Czy to wystarczy, by zminimalizować, choć, monopol populistycznej władzy? Czy wystarczy obietnica stworzenia prawdziwego rynku pracownika w warunkach, kiedy związki zawodowe tak naprawdę nie robią niczego, by bronić ludzi pracy? A może naprawdę lewica szuka dopiero prawdziwego przywódcy, takiego, który wsłucha się w głos ludu i stworzy realny, lewicowy program? A może ni zasługujemy na prawdziwą lewicę i dopiero wielkie nieszczęście spowoduje, że wszyscy się otrząśniemy?
Na pewno wiemy jednak jedno. Modlitwa o wskrzeszenie lewicy nic nam dziś nie da.
