Victoria Helen Stone "Dziewczyna zwana Jane Doe"
Victoria Helen Stone "Dziewczyna zwana Jane Doe" Wyd. Czwarta Strona

REKLAMA
Życie Jane jest nudne i monotonne tak, jak jej nowa praca w firmie ubezpieczeniowej. Jest uprzejmą, szarą myszką, nic dziwnego że szybko staje się idealnym celem dla Stevena Hepswortha, który uwielbia zakompleksione kobiety.
Problem w tym, że Steven nie ma pojęcia, kim naprawdę jest Jane Doe. Nie ma pojęcia, że jest częścią bezwzględnego planu kobiety. Nie wie, że jego nowa ofiara wie o nim wszystko, a jej celem jest zemszczenie się na nim za śmierć jej przyjaciółki.
„Dziewczyna zwana Jane Doe” Victorii Helen Stone skupia się na przemocy psychicznej i fizycznej, jakich doświadczają kobiety ze strony mężczyzn. Autorka ustami swojej narratorki szczegółowo analizuje zachowania mężczyzn wykorzystujących swoją siłę, ich powolne osaczanie swoich ofiar i uzależnianie ich od siebie. Jane jest silniejsza od swoich teoretycznych oprawców, bez litości wykorzystuje ich pewność siebie i atakuje kolejne struktury – kulturowe, kościelne, zawodowe.
Jane samą siebie określa jako osobę socjopatyczną. Można się sprzeczać, czy rzeczywiście taką jest, ale nie można zaprzeczyć, że jest metodyczna i konsekwentna w działaniu. W miarę rozwijania się planu Jane bohaterka opowiada o swoim dzieciństwie i odkrywaniu swoich mocnych stron. Choć sama opowieść jest jedną z wielu im podobnych, to ciekawe jest narzekanie na wzorce popkulturowe i to, jaki obraz wykształciły na temat socjopatów.
„Dziewczyna zwana Jane Doe” trzyma czytelnika w napięciu od pierwszej strony aż do ostatniej. To chyba pierwszy od dawna thriller, przy którym rzeczywiście ciężko przewidzieć, co się za chwilę wydarzy. Żelazna logika działań bohaterki z jednej strony sprawia, że doskonale można zdawać sobie sprawę dlaczego robi to, co robi i do czego jest w stanie się posunąć, z drugiej jej bezwzględność przeraża i zaskakuje.
Jasne, „Dziewczyna zwana Jane Doe” nie jest najlepiej napisanym thrillerem, ale potrafi utrzymać suspens do ostatnich stron. Swoje robi tutaj nie tyle fabuła (która zresztą jest dobrą), a krótka forma powieści. Stone pisze krótkie rozdziały, które dynamizują akcję, samą fabułę ogranicza do zemsty, nie tworząc dodatkowych zapychaczy – „Dziewczyna zwana Jane Doe” ma dwa główne wątki i jeden poboczny. Sprawia to, że książka jest krótka, ale stanowi dzięki temu odtrutkę na coraz liczniejsze przerośnięte kryminały z milionem wątków.
„Dziewczyna zwana Jane Doe” nie jest najlepszym thrillerem, jaki się przeczyta tego lata, ale jest wart uwagi. Z pewnością powieść Victorii Helen Stone podzieli czytelników, jednak można przekonać się, czy opowieść o socjopatce mszczącej się za śmierć przyjaciółki przypadnie do gustu.
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?