O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Widowisko

Przemyslaw Borkowski "Widowisko"
Przemyslaw Borkowski "Widowisko" Wyd. Czwarta Strona



Podczas parady ulicznej rozpoczynającej olsztyński festiwal teatralny ginie jeden z miejskich urzędników. Ginie, i to w widowiskowy sposób, spadając z wiaduktu prosto pod koła pociągu, przebrany w rycerską zbroję.

Do śledztwa zostaje włączony Zygmunt Rozłucki, psycholog, który już wcześniej pomagał policji w dochodzeniach. Zaczyna obserwować powiązany ze zbrodnią teatr, którym rządzi dyrektor despota. Mała zamknięta społeczność ułatwia obserwację podejrzanych, ale jednocześnie utrudnia poszukiwania mordercy. Jak w tej grupie przesiąkniętej narcyzmem i zawiścią znaleźć sprawcę?


„Widowisko” Przemysława Borkowskiego to trzeci tom serii opowiadającej o psychologu Zygmuncie Rozłuckim. Ten detektyw-amator radzi sobie ze śledztwem (i własnym zawodem) gorzej niż czytelnik z typowaniem mordercy, ale wydaje się to być świadomym zamysłem autora. Z pewnością ten nieporadny śledczy stanowi pewne orzeźwienie po kolejnych wybitnych, błyskotliwych detektywach, którzy natychmiast odnajdują właściwy trop. Rozłucki błąka się po omacku, niezdarnie szukając zabójcy. Książkę i jego ruchy psychologa silnie wyznaczają stany emocjonalne Rozłuckiego i jego sympatię. Jest to z jednej strony ciekawe do śledzenia, z drugiej daje do zastanowienia, kto mu dał kwalifikacje na psychologa, skoro najwyraźniej sam jednego potrzebuje, a i z obserwacją innych kiepsko sobie radzi.


Rozłucki obserwuje aktorów i pracowników teatru, co daje czytelnikowi szansę na zobaczenie pracy teatru od kuchni. Psycholog przemyka między przebieralniami i magazynami, podgląda próby i chodzi na spektakle. Borkowski zasypuje jednocześnie swoich odbiorców smaczkami związanymi z teatrem – związanymi z przedstawieniami, pracą aktorów czy samą budowlą. To zdecydowanie mocna strona kryminału.


„Widowisko” jest napisane poprawnie, co jedynie powiększa żal, jaki można mieć do autora. Zagadkę rozpisano sprawnie, akty odmierzane są przez kolejne dramatyczne zwroty fabularne, a detektyw-amator robi, co może, by rozwiązać śledztwo, choćby miało to oznaczać wykonywanie całkiem niepotrzebnych, nieco naiwnych działań. Motyw działań mordercy także pomyślano dość rozsądnie, choć sam wybór sprawcy jest nieco oczywisty.

Niestety w tym wszystkim brakuje jakiegokolwiek życia. Czytelnik wprawdzie śledzi rozwój wydarzeń, ale jego umysł z łatwością odpływa. Po śledztwie na tak zamkniętej przestrzeni można by się spodziewać jakichś emocji, konfliktów, kłótni, czegokolwiek, co by świadczyło o życiu w tym teatrze. A tu nic, co dziwi tym bardziej, że Rozłucki kręci się wokół środowiska teatralnego. Żadne zdarzenie w teatrze nie wywołuje rzeczywistego poruszenia (może prócz jednej sytuacji, gdzie jednak szybko emocje opadają), nawet kłótnie wyglądają jakoś tak bezbarwnie.

Z „Widowiskiem” Borkowskiego jest trochę tak, jak z przedstawieniem, które powieściowy dyrektor wystawia na zakończenie festiwalu. Jest zjawiskowy, zaskakuje, a nawet przeraża widza, ale mimowolnie także usypia. Fabularnie nie można nic zarzucić, ale cóż z tego, jeśli nie czuć w tym serca?
Marta Kraszewska

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
NATEMAT EXTRA 0 0“To jakby odbity człowiek”. Tutaj zachowały się ślady krwi powstańców
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Rządy PiS nazywała reżimem. Ta Czeszka może napsuć krwi Kaczyńskiemu bardziej niż Timmermans
0 0To po to PiS przerwał posiedzenie Sejmu? Arłukowicz mówi o "handlu"