Bernadeta Prandzioch
Tabu
Bernadeta Prandzioch Tabu Wydawnictwo Rebis

Małe miasteczko z małomiasteczkowymi układami i tajemnicą poliszynela, człowiek z zewnątrz do tego wątek romansowo obyczajowy…. Czyżby to nowy przepis na polski kryminał?

REKLAMA
Poznajmy Wiktora Janosza, psychiatrę pracującego w szpitalu w małym mazurskim mieście. Mężczyzna jest w miasteczku obcym, co nie przysparza mu sympatii, zwłaszcza ze strony kolegów z pracy. Nic dziwnego, Janosz jest wysportowanym, przystojnym facetem, jego warszawskie pochodzenie i wcześniejsze doświadczenia zawodowe zmuszają do zadania jednego pytania- co taka gwiazda robi w takim pierdzidółku? Zanim jednak poznamy tajemnicę Janosza, poznamy go w czasie porannego joggingu, w pracy i w trakcie intymnych spotkań z jedną z pielęgniarek. I właśnie to ten mężczyzna spoza małomiasteczkowych układów jest świadkiem samobójczej próby jednego z pacjentów szpitala. Reakcja ordynatora i niechęć otoczenia do opowieści o chorym skłaniają lekarza do przeprowadzenia w jego sprawie prywatnego śledztwa. Mężczyzna musi zgębić przeszłość miasteczka i rozdrapać kilka ledwo zabliźnionych ran.
Prawdopodobnie stara, wypróbowana konwencja skandynawskiego kryminału powoli się wyczerpuje i musi ustąpić miejsca tzw. kryminałom regionalnym. Mamy małe miasteczko, co daje nam możliwość wzbogacenia akcji książki opisami przyrody, romans i tajemnicę. Taki zestaw powoduje, że kryminał właściwie pisze się sam, a wisienką na torcie może być jakiś aktualny problem społeczny lub obyczajowy. Choćby stalking, który dotyka naszego bohatera ze strony odrzuconej kochanki. Całość gwarantuje czytelnikowi odpoczynek po ciężkim dniu w pracy.
A przecież i z tego względu sięgamy po książki.