Antonis Georgiou
Album z opowieściami
Antonis Georgiou Album z opowieściami Książkowe Klimaty

Rodzinne historie umierają wraz z tymi, którzy zapamiętali je, uznając za ważne, przynajmniej dla siebie. No chyba, że znajdzie się pasjonat, który je spisze, pozbiera zdjęcia, wycinki prasowe, zachowując tym samym kawałek historii nie tylko rodziny, ale lokalnej społeczności, a nawet całego kraju. I właśnie to uczynił Antonis Georgiou.

REKLAMA
Przaśna codzienność, spojrzenie na życie, śmierć, celebrowanie świąt, gotowanie potraw czy wychowywanie dzieci. Z pozoru tematy niezbyt ciekawe, nie nadające się na odrębną książkę. Przecież to takie zwykłe. Każdy z nas zastanawia się czy należy przyrządzić pracochłonną potrawę świąteczną, czy lepiej kupić gotową, każdy z nas porównuje ostatnie święta z tymi ze swojego dzieciństwa, zagaduje dzieci by te zjadły nielubiany posiłek, pracuje, żyje, narzeka na drobne niedogodności dnia codziennego. Ta iście mieszczańska opowieść może nużyć. Brak w niej bohaterskich czynów, brak spektakularnych wydarzeń. Bo to przecież codzienność, z którą każdy z nas będzie się identyfikować. Tak, prozę Antonisa czyta się początkowo leniwie, nie znajdując na razie celu zebrania tych opowieści. Ta przyjemna lektura zakłócona jest wycinkiem prasowym informującym o późnym pochówku poległego w 1974 roku greckiego żołnierza. Uznany za zaginionego i leżący w bezimiennym grobie, mógł wreszcie spocząć w tej samej ziemi, która stała się schronieniem jego rodziców. To groźna, ale zlekceważona przez czytelnika zapowiedź tego, że za chwilę narracja nie będzie już taka przyjemna. Przecież to Cypr, miejsce, które czterdzieści lat temu stało się areną walk, nie tylko grecko tureckich, ale i tych bratobójczych, w których sąsiedzi występowali przeciwko sobie. Opowieści muszą więc dotyczyć zarówno walk, jak i zwykłych morderstw, zarówno ucieczki i wypędzenia, jak i odwiecznej tęsknoty za rodzinnym domem, której nie była w stanie stłumić ta jedna wizyta, to jedno otwarcie bram, kiedy Cypryjczycy z greckiej części wyspy mogli odwiedzić swe rodzinne wioski. Bowiem takie wizyty nie koją bólu, mogą jedynie stłumić, a nawet wyleczyć niechęć do drugiej nacji.
Nigdy nie byłem na Cyprze, a jego historia była mi do niedawna obca. O istnieniu Limassol dowiedziałem się przed tygodniem, a jednak dzięki Antonisowi Georgiou, miejsca te stały się mi bliskie, podobnie jak mieszkający tam ludzie. Czyżby odezwała się wspólnota doświadczeń? Czyżby potomek wygnańców z powiatu kowelskiego rozumiał doświadczenia wypędzonych z Kyrenii? Być może, jednak lektura tej książki jest po prostu zwiedzaniem Cypru oczami Antonisa, poznawaniem ludzi, których historie opisał i wywołanie u czytelnika tęsknotę za Cyprem. Za kawą, flaunami i tymi kiełbaskami z dodatkiem wina. I przekonaniem, że tak naprawdę Polaków i Cypryjczyków niewiele różni.
A to ostatnie jest chyba najważniejsze.