
Zawrócony. Jako żywo nowa wersja Zawróconego. Wierny pachołek władzy nagle, bez własnej woli staje po stronie opozycji. Sportretowany przez Głowackiego Ufnal jest nową wersją tego Zawróconego, uczestnikiem i świadkiem powstania Solidarności.
REKLAMA
Poznajmy naszego bohatera, wdowiec, obarczony gromadką dzieci i schorowanymi rodzicami, bez dachu nad głową, pomieszkuje niczym Michał Drzymała w starym wozie i pracuje w stoczni gdańskiej. Jako robotnik w kraju, gdzie przecież rządzi klasa robotnicza, żyje nasz bohater w warunkach, które dziś nazwalibyśmy slumsowymi. Ktoś tak bierny może być jednak dobrym wykonawcą rozkazów i bezwolnym konfidentem. Oczywiście zadania, jakie nasz bohater zdolny jest wykonywać muszą być proste, nieskomplikowane. Z jego intelektualnej ułomności zdają sobie sprawę jego mocodawcy. A i profity z takiej działalności są skromne. Wyżerka w domu dla aktywu czy mglista obietnica otrzymania mieszkania, to wszystko na co może liczyć Ufnal. I nagle ten człowiek staje się świadkiem prawdziwego zjednoczenia dużej grupy ludzi. Ludzi połączonych sprawą, oszukiwanych przez wiele lat, pogardzanych i upokarzanych. Nagle zrozumiał, że może stać się członkiem wielkiej wspólnoty, że nie będzie już sam, że może liczyć na solidarność wielu sobie podobnych.
Doprawdy dziwnie się czyta ten niepowtarzalny obraz polskiego sierpnia. Wtedy istniały rady zakładowe, które tak naprawdę były przybudówką POP. Nie chroniły interesów pracowników nawet rodzimego zakładu pracy, nie mówiąc już o wszystkich ludziach pracy. Powstanie związku zawodowego z prawdziwego zdarzenia było tak samo potrzebne tym ludziom, jak choćby odzież ochronna, czy najbardziej elementarne zabezpieczenia socjalne. Powstał więc związek zawodowy z prawdziwego zdarzenia, ruch, który połączył ze sobą ludzi o często odmiennych poglądach na świat, o różnych zapatrywaniach, czy choćby gustach muzycznych. Coś takiego zdarza się tylko raz. Co zostało z tej jedności po latach? Nic. Co zaś zostało z powstałego wówczas związku mogliśmy się przekonać, kiedy jego przewodniczący z szyderstwem na ustach wyśmiał apele o zajęcie stanowiska w sprawie zwalnianych, z naruszeniem prawa, pracowników polskiego radia. Dzisiejszy związek zawodowy jawił się jako komunistyczna rada zakładowa, kiedy zdradził interesy strajkujących nauczycieli. Co więc zostało? Chyba tylko wspomnienie i apel, by sztandar wyprowadzić.
Bo tylko koniec oszczędzi większego wstydu.
