
Podobno główną przyczyną rozwodów jest małżeństwo. Być może, nie sposób bowiem rozwieść się jeśli wcześniej nie wzięło się ślubu. Jednak w słowach tych jest spore uproszczenie, a uniwersalnej przyczyny rozpadu związków chyba nie poznamy nigdy.
REKLAMA
Sięgając po tę książkę nie spodziewaj się czytelniku pogodnej lektury. Nawet jeśli przytaczane historie brzmieć będą anegdotycznie, to kryje się za nimi coś naprawdę strasznego. Zmarnowana część życia, złamane serca i to groźne memento zapisane na samej górze okładki. I że nie odpuszczę Ci do samej śmierci. Jeśli więc jeszcze Cię nie przestraszyłem, zacny czytelniku, postaram się to uczynić w kolejnych zdaniach. Przez kolejne strony książki poznajemy opisy toksycznych związków. Alkohol, przemoc domowa, trzecie osoby wchodzące między małżonków, rozbieżne oczekiwania. Cały smutek naszej cholernej rzeczywistości, rzeczywistości ludzi, którzy prawdopodobnie nie powinni zawierać żadnego międzyludzkiego związku.
Rozmówcami Izy Komendołowicz są osoby, które przeszły przez koszmar rozwodu, sporów małżeńskich, które bezsilnie obserwowały upadek własnego związku, oraz osoby, które uczestniczyły w sprawach rozwodowych- adwokaci i sędziowie. Wydawało by się, że sami rozmówcy dostarczą bogatego materiału, dzięki którym poznamy czym jest rozwód w naszym polskim wydaniu. Warto by bowiem, choćby po to, by nie powielać cudzych błędów, dowiedzieć się, dlaczego ludzie, którzy zapewniali się o swej miłości nagle pałają do siebie nienawiścią. Same historie opowiadane przez osoby rozwodzące się są dla czytelnika niczym nowym. Każdy, kto przechodził choćby zerwanie romansu, może opowiedzieć podobne historie. Słusznie bowiem zauważyła Autorka, kreując tytuł jednego z podrozdziałów, że zawiedziona kobieta zdolna jest do wszystkiego. Prawdopodobnie narażam się teraz na oburzenie żeńskiego czytelnika. Do tańca bowiem trzeba dwojga, podobnie też do rozwodu. To nie jest tak, że rozstanie jest winą tylko jednej osoby, więc poprzestańmy na tym, iż pisać będę z pozycji mężczyzny. Takie stanowisko wymaga, bym podpowiedział Autorce i jej rozmówcom jeden, nie zauważony trop. Prawdziwą przyczyną rozstania nie jest przemoc, fizyczna, czy ekonomiczna, nie jest trzecia osoba w związku. To prawda, że często te rzeczy towarzyszą rozstaniu, ale nie są główną przyczyną tego stanu. Prawdziwym powodem rozstania jest to, że jedna osoba nie może znieść obok siebie obecności tej drugiej. Jeśli każdego dnia jedna ze stron bombardowana jest oczekiwaniami, scenami zazdrości i na wyrost artykułowanymi wyznaniami miłosnymi, to nie należy się dziwić, że zacznie unikać wysłuchiwania tego wszystkiego, unikać obecności tej drugiej osoby, a w końcu ucieknie na drugi koniec świata. Musi jednak być gotowa na to, że ta druga nie odpuści i będzie dręczyć aż do chwili, kiedy sama uzyska spokój, albo uzna, że takie działanie nie przyniesie jej już korzyści.
I w tym tkwi problem związków z niedojrzałymi i toksycznymi ludźmi.
